Jedzenie w podróży, czyli kilka słów o przekąskach

Jedzenie w podróży

Jedzenie w podróży…

…czyli parę dobrych rad na temat tego, gdzie trzeba mieć ze sobą jakąś przekąskę

Podróże samolotem

Przecież lot trwa tylko dwie godziny, więc na pewno nie będę głodny… Otóż nic bardziej mylnego. Lot trwa krótko, ale przecież trzeba jeszcze dojechać na lotnisko, odprawić bagaż, przejść przez bramki kontrolne itd. Wszystko to zajmuje nam sporo czasu. Nawet jeśli nie mamy bagażu rejestrowanego i latamy tylko w obrębie Unii Europejskiej to i tak, wypada być na lotnisku minimum 45 minut przed wylotem. Dochodzą do tego kolejki przy wyjściu z samolotu, a także inne wypadki jak np. opóźnienia lotów, bądź samych wylotów z powodu spóźniających się, słabnących lub innych dziwnych pasażerów.

No i nie zapominajmy, że z lotniska trzeba gdzieś jeszcze dojechać i to na ogół wcale nie blisko. Z tych oto powodów nawet z najkrótszego lotu robią nam się średnio przynajmniej trzy godziny, a patrząc na średni lot po Europie to sumarycznie wychodzi nam około pięciu godzin wyciętych z życiorysu. Dojeżdżamy na miejsce zmęczeni i bardzo głodni. Ale dlaczego? Przecież można temu zapobiec, zabierając ze sobą tytułowe przekąski.

Jedzenie w podróży

Do bagażu podręcznego można zabrać praktycznie wszystko, co ma stałą i raczej twardą konsystencję oraz nie wydziela dziwnych i intensywnych zapachów. Dlatego sery na ogół odpadają, ale zwykła kanapka sprawdzi się znakomicie. Wszystkie przekąski typu orzechy, batony, suszone owoce też świetnie dają radę. Podobno na świeże owoce trzeba uważać, ale ja zawsze mam ze sobą jakieś jabłko i nigdy nie było z tym problemów. Po co więc się głodzić lub przepłacać na lotnisku, wystarczy wszystko dokładnie przemyśleć. I żeby było śmiesznie, wiele osób ma to przemyślane jak wylatuje gdzieś za granicę, ale nie wiem czemu, zapomina o tym przy powrocie do kraju.

Gdy podróżujemy autokarem

Podczas podróży autobusem czy pociągiem, nie liczmy na to, że będzie przystanek na którym zakupimy jakiś dobry posiłek. Owszem w niektórych środkach komunikacji międzymiastowej można liczyć na coś do zjedzenie, lecz niestety jest to rzadkość, więc i w tym wypadku, nic nie zastąpi nam wcześniej przygotowanego prowiantu. No chyba, że jeździmy po Azji, tam przystanki na obfite i przepyszne jedzenie zdarzają się nawet co godzinę.

Jedzenie w podróży

Idziemy zwiedzać

Przecież trzeba spróbować lokalnej kuchni, więc na pewno zjemy coś na mieście. Kolejne błędne myślenie, bo i owszem, trzeba spróbować, ale jak wychodzimy z hotelu wcześnie rano i wracamy późno wieczorem, a na dodatek mamy napięty plan zwiedzania, to przecież nie będziemy trzy razy dziennie tracić ponad godziny na wizytę w restauracji. A nie będziemy dlatego, że oprócz konieczności posiadania dużego budżetu, trzeba by jeszcze posiadać dużo czasu. Znalezienie dobrej knajpy na obiad, też nie należy do najłatwiejszych. Owszem można wejść w pierwsze lepsze miejsce, ale dobrze to niekoniecznie tam będzie, za to na pewno będzie drogo.

Jedzenie w podróży

Na dodatek nie wszędzie znajdują się bary, a zwiedzanie niektórych miejsc potrafi zająć parę ładnych godzin, dlatego oprócz odpowiedniego zapasu wody (co jest zawsze najważniejsze), warto mieć w plecaku nasze ulubione przekąski. I nie mam tu na myśli chipsów i batoników, ale wartościowe i zdrowe jedzenia. Pamiętajmy, że jak jedziemy do obcego kraju, zwłaszcza poza Europę, to będziemy tam bardziej narażeni na różne wirusy, a im lepiej odżywiony organizm, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że się im poddamy.

A może piesza wycieczka za miasto

Dla mnie, jak i na szczęście dla wielu innych, rzeczą oczywista jest posiadanie własnego prowiantu na wycieczkę do lasu, parku, lub innego tego typu przybytku. Jakież więc moje zdziwienie, gdy ostatnio w pewnych polskich górach usłyszałam wrzeszczące dziecko. Krzyczało oczywiście że jest głodne, po czym tata krzyczał na mamę, że nie wzięła dla niego nic do jedzenia. Mama odwrzaskiwała, że przecież to park krajobrazowy, więc powinny być tu jakieś budki z jedzeniem. Ręce opadają, ale jak widać takie rzeczy też się zdarzają. Swoją drogą, jesteśmy przyzwyczajeni, że w większości europejskich miast, na każdym rogu możemy spotkać sprzedawców parasolek, torebek, czy okularów przeciwsłonecznych, ale czy oznacza to także, że niedługo będą też w lesie sprzedawać np. bułkę z kabanosem??

Atrakcje turystyczne Madrytu w jeden dzień.

Świat się zmienia

Pamiętajcie, że tylko od nas zależy czy przygotujemy się dobrze na wyjazd. Czy może będziemy chodzić głodni i narzekać jak tu wszędzie drogo i na dodatek nie ma nigdzie naszej ulubionej przekąski? Więc po raz kolejny powtórzę, że właściwe przygotowanie to podstawa udanego urlopu. Nie wstydźcie się wiec wyciągnąć z plecaka pysznej domowej kanapeczki (koniecznie z sałatą i innymi warzywnymi witaminkami) i bawcie się wszędzie dobrze oraz smacznie.

wrzesień 2017

Jeśli chcesz poznać więcej ciekawych porad, nie tylko podróżniczych, zapraszam tutaj.

  • Magdalena Trzeciak

    Super wpis ! Bardzo przydatny 🙂

  • Zawsze brałem zapas jedzenia i byłem gotowy na wszystko… przeczułem dobrze raz sytuację, bo pociąg, którym jechałem.. zepsuł się i staliśmy 2h 😀 Najedzony – mogłem czekać 🙂

  • Coś do jedzenia w plecaku to podstawa! Szczególnie jeśli wyjeżdżam z mężem, bo jak jego złapie głód to lepiej nie być w pobliżu 😀

  • Malwina Ropel

    jak mam być szczera też zawsze się męczę, że głodna, że jeszcze tylko do hotelu i zaraz pójdziemy coś zjeść. Faktycznie pytanie po co, czemu nie wrzucić czegoś małego dobrego zdrowego do bagażu podręcznego. Wychodzę z założenia że zjem już coś lokalnego, ale do celu jednak daleko 🙂 i kończy się na czymś, obojętnie czym z lotniska.

  • Super artykuł

  • Agata Maj Cher

    Opisujesz pułapki. Jeśli ktoś jest nastawiony na zwiedzanie, musi mieć własny prowiant. Nie ma czasu potem na szukanie tej odpowiedniej restauracji! Wiele razy to przerabiałam. Najlepiej być niezależnym w tym temacie, a zawsze liczyć na miłą niespodziankę 😉

  • Kanapki tak, sprawdzają się, ale także puszka mleka, paczka orzechów czy suszonych owoców. 🙂

  • Ciekawy wpis, szczególnie dla tych stawiających pierwsze podróżnicze kroki. Zgadzam się w pełni – zwłaszcza ten fragment na temat samolotów – niby terminal blisko, lot krótki, a w praktyce wychodzi minimum 5/6 godzin, a zazwyczaj więcej… Zawsze przed wyjazdem na lotnisko robię zapas kanapek, idąc w góry też (plus jakiś banan czy batonik). Jedyna różnica to u mnie wariant „idziemy zwiedzać”, aczkolwiek to też zależy od destynacji. Wolę czasami zamiast kanapek, które po kilku godzinach nie smakują już najlepiej – zajść do lokalnej piekarni i kupić taką świeżą, gotową czy np. po prostu drożdżówkę.

    • Powiem Ci, że z tym zwiedzanie to rzeczywiście jest różnie i trzeba mieć wyczucie. Też wolę zjeść coś lokalnego, świeżego, ale nie w każdym kraju jest to takie proste, więc warto mieć coś swojego. Ale przyznaje, że zdarzyło mi się odwlekać zjedzenie przywiezionej kanapki na dalekie potem, bo w około było wiele innych pyszności 😀

  • Heh, przypomniało mi się jak na cmentarzu w dniu Wszystkich Świętych babcia karmiła mnie kanapkami z białym serem, a rodzice patrzyli zdegustowani 😛 Ach, słodkie dzieciństwo 🙂 A tak serio, to jedzenie jest ważne. Jedzenie i leżenie. Tak.

    • Pozazdrościć babci 🙂 o leżeniu też kiedyś coś napiszę, obiecuję 😉

  • Taka przygotowana kanapka w domu z kilkoma dodatkami zawsze budzi pewne zainteresowanie innych ludzi 🙂 U mnie różnie to wygląda – w zależności od tego, gdzie się wybieram. Na urlopie zawsze przeznaczam część środków na obiad w restauracji, właśnie po to, aby sprobować lokalnej kuchni. Jednak kiedy wybieram się gdzieś na dłużej, jakąś wycieczkę, itp. wolę jak wspomniałaś zatroszczyć się o swoje jedzenie.

    • Wiadomo, że lokalnej kuch nie można sobie odmówić i spróbować trzeba 🙂

      • Ja właśnie wróciłam z Teneryfy i a propos lokalnej kuchni – zakochałam się 🙂 Dziś odtwarzam w domu dwa proste i pyszne dania 🙂

  • Niektórych rzeczy bym nie zjadła, ale większość wygląda bardzo smakowicie <3

  • Wielopokoleniowo 3

    Czasami kupujemy coś podczas zwiedzania, a czasami wyciągamy właśnie przygotowaną jeszcze w domu przekąskę 😉

  • ja to nie wyobrażam sobie podróży bez jedzenia! Do tego stopnia, że zanim pojazd ruszy, to ja zaczynam jeść… chyba coś ze mną nie tak 🙂

    • Bo jedzenie w podróży nie tuczy i nawet zwykła kanapka smakuje dużo lepiej 😀 nie tylko Ty tak masz 😉

  • Na podróż racze zrezygnować z przekąsek z jajkiem i śledziem 😉

  • Jestem typem mamy obładowanej podróżnym czy spacerowymi przekąskami. Nawet mały głodek nam niestraszny 😂

  • Parę lat temu stworzyłam podobny wpis na blogu, ale pod kątem psychodietetyki i zdrowego odżywiania 🙂

  • Ja zawsze szykuję coś do jedzenia 🙂 Nie wyobrażam sobie zwiedzania lub spaceru na głodnego 🙂

  • Podczas wyjazdu staramy sie zawsze probowac regionalnego jedzenia. I nie chodzi mi tutaj o najdrozsza knajpe ale wlasnie takie miejsca na mały lunch czy piekarnia. Mozna tez samemu sobie przygotowac cos na caly dzien o ile ma sie dostep do kuchni 🙂

  • O rety, przypomniała mi się podróż samolotem do Rzymu i jak właśnie wydawało mi się, że „aaaaa, nie będę głodna, bo…”! Od tej pory zawsze mam coś do przekąszenia przy sobie 🙂 Tak jak piszesz, to nie tylko lot samolotem, ale i ta cała masa rzeczy przed i po.

  • Każdy powód jest dobry, żeby coś przekąsić 😀

  • Ja również nie wychodzę, bez przekąsek, w niektóre miejsca. Szczególnie, że moje dzieci są tak wybredne, ze nie wszystko przyswajają.

  • Myślę, że Azja, zwłaszcza południowo-wschodnia może być takim wyjątkiem, bo tam rzeczywiście co krok to dobra przekąska 😉

  • Kamil

    Przyznam się, że zawsze w torbie mam paczkę mieszanki studenckiej 🙂 Często ratuje tyłek

  • Agnieszka Gertner

    🙂 no to poprawiłaś mi humor na początku dnia – budki z jedzeniem w parku krajobrazowym 🙂 przepraszam za uśmiech, ale ostatnio też byłam w polskich górach (po jakichś dwudziestu kilku latach przerwy) i miałam okazję przekonać się na własnej skórze, że gdyby nie własny prowiant, to bym się jedzenia nie doczekała w budce pod Morskim Okiem 😉 ps. zresztą jak byłam tam ostatnio to były tylko bele do siedzenia, o ławkach, asfalcie i o budce nie wspominając

  • kuchniabellissima

    Kiedyś myślałam, że nie mogę wziąć ze sobą jedzenia do samolotu bo mi zabiorą przy odprawie celnej i przepłacałam za niskiej wartości jedzenie z lini lotniczych. Teraz już zawsze mam swoje jedzenie i zanim dojadę na samo lotnisko to często coś podjadam 😉.

  • Ale fajny temat poruszyłaś! My ostatnio sporo kombinujemy z przekąskami w trakcie podróży i najczęściej stawiamy na prostotę. Robię domowe ciasteczka owsiane z bananem i masłem orzechowym, domowy hummus, piekę bułki, zabieram orzechy, gorzką czekoladę.

    Tu w Australii jesteśmy nieco rozpieszczani, bo na każdym kroku są publiczne grille więc często zabieramy ze sobą prowiant i sobie podgrzewamy na grillu. Posiłek na świeżym powietrzu nie ma sobie równych! Uwielbiam w ten sposób spędzać czas 🙂

    • Ale mi teraz ochoty narobiłaś na ciasteczka owsiane z bananem i masłem orzechowym 🙂 już wiem co zabiorę w najbliższą podróż 😉

      • Dają dużo energii, robią się błyskawicznie, są zdrowe, ale słodkie więc świetnie sprawdzą się jako przekąska 🙂 Ja robiłam według przepisu Veganamy 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    My akurat zwykle niczego ze sobą nie zabieramy – poza jakimiś przegryzkami dla synka, który jest dość wybredny jeśli chodzi o jedzenie w restauracjach. Sami faktycznie stołujemy się na mieście – choć nasz budżet nieco na tym cierpi.

  • jeśli chodzi o jedzenie w podróży, to uwielbiamy gotować w warunkach polowych, zwykle mamy przy sobie coś na wszelki wypadek, ale będą w jakimś obcym mieście trudno się nie skusić na miejscowe rarytasy

  • Podróżując w zeszłym roku, wasze miałam pod reka jakaś przekąskę – czy to kabanosa, czy smakowe grzanki lub czekalodę 😉 tego by sie nie obyło!

  • Mamnatooko.pl.

    Polak głodny – Polak zły 😉 w podróż nie polecam nie tyle serów co jajek na twardo! Kiedyś współpasażer miał takie kanapki uhhhhhhh