Dazu, daleko jeszcze?

Czy do Dazu daleko jeszcze - posągi w Dazu, Chiny

Czy do Dazu daleko jeszcze?

– Wiesz może, czy do Dazu daleko jeszcze?
– Było napisane, że 16 km do centrum.
– 16 km do centrum? Miało być 1,6 km od centrum, a my jedziemy, jedziemy i jeszcze tak daleko?

Rzeczywistość, kontra przypuszczenia

Po raz kolejny okazało się, że to że pociąg jedzie do jakiejś miejscowości i nazwą tej miejscowości opatrzony jest bilet, wcale nie oznaczy, że stacja kolejowa jest w tej miejscowości. To dokładnie tak, jak np. lecimy tanimi liniami do Barcelony, wiadomo, że lądujemy w Gironie, która z Barceloną nie ma nic wspólnego, ale wszyscy o tym wiedzą i przyjmują ten fakt jako coś oczywistego. No i okazało się, że tak samo jest w Chinach jeśli chodzi o dworce kolejowe. Tak było w Yangshuo, do którego, de facto trzeba było dojechać jeszcze 45 minut autobusem. Tak też było właśnie teraz w Dazu, tylko że tu, rzekome centrum oddalone jest o ponad godzinę jazdy miejskim autobusem.

Czy do Dazu daleko jeszcze - posągi w Dazu, Chiny

– To jak jeszcze 16 km to daj mi jakąś reklamówkę
– Po co Ci reklamówka?
– Bo zaraz zwymiotuję

Autobusowa codzienność

Oczywiście nie zwymiotowałam, nigdy tego nie robię nawet przy dużym sztormie, ale chwilowy dyskomfort w żołądku kazał mi się przygotować na wszystko. W sumie nie jadłam nic dziwnego, no ale może te jajka ze stoiska mi zaszkodziły? A może to reakcja na poranną kawę, bo rzadko zdarza mi się ją pić? Azjatyckie jedzenie jadłam nie raz, a chińskie nie różni się od niego mocno. Chociaż, jak tak się zastanowię, to chyba sami Chińczycy na to jedzenie nie reagują zbyt optymistycznie, bo za każdym razem jak korzystam z dworcowej toalety, to muszę zatkać nos przed wejściem. Potem następuje moment otwarcia drzwi do kabiny i stwierdzam, że chyba znowu ktoś nie zdążył i naokoło zostawił swojej ślady w konsystencji półstałej.

Czy do Dazu daleko jeszcze - posągi w Dazu, Chiny

Wracając do mojego brzucha, szybko mi przeszło kręcenie, gdy zobaczyłam schody prowadzące do odwiedzanej przeze mnie atrakcji. Ponownie mnie rozbolał, gdy zobaczyłam samą atrakcję i policzyłam ile czasu straciłam, żeby ją zobaczyć. No cóż, skąd mogłam wiedzieć, że słynne posągi w Dazu to naprawdę nic wielkiego. Ot idziesz lasem, słono płacisz za wstęp, potem pięć minut i już po sprawie. Rzeźby te podobno różnią się znacznie od innych o podobnej tematyce, bo są bardziej skoncentrowane na człowieku (mniej w nich boskości). Powstały miedzy schyłkowym okresem panowania Tangów a epoką Qingów. Dodatkowo, wdrapałam się też na sąsiednie wzgórze, skuszona obietnicą widoków. Coś tam zobaczyłam, ale umówmy się, szału nie było.

Byłam, zobaczyłam, to mogę już wracać

To teraz z powrotem na autobus i kolejna godzina ucieka. Obserwuję małego chłopca przede mną, którego mama nerwowo prosi o coś kierowcę, ten podaje jej jedną z wielu reklamówek jakie trzyma pod siedzeniem. A wiec tak to działa, nie mnie jednej robi się czasem niedobrze. Chłopiec siedzi przede mną, ale na szczęście bokiem, bo przecież wymiotuję się do przodu, prawda? Uff, więc chyba jestem bezpieczna.

Czy do Dazu daleko jeszcze - posągi w Dazu, Chiny

Wiedziałam, że Chińczycy nie należą do zbyt czystego narodu. Innymi słowy lubią robić wokół siebie syf. I mimo, iż plucia wszędzie już praktycznie zakazano, to starsi wcale się tym nie przejmują, a już o charczeniu nie wspomnę. Jest to tu po prostu norma. Jesz słonecznik, po co przejmować się łupinkami, rzuć gdziekolwiek. Na szczęście w tych nowszych pociągach to już nie występuje, a w tych starszych co chwilę chodzi pan z miotełką, więc idzie ku lepszemu.

Droga powrotna z przygodami

Gdy szczęśliwie wysiadłam z autobusu, bez żadnych ludzkich wydzielin na sobie, idę kupić bilet na pociąg do Chengdu. Niby niedaleko i pociągów też bez liku, ale pech chciał, że bilety na dzisiaj się skończyły. Tłum nagabywaczy, z jednym szczególnym na czele, rzucił się na mnie jak na kolację. Skutecznie odmawiałam, decydując się na powrót do miasta ponownie tym godzinnym autobusem i tam szukanie ratunku. Pan jednak dość dobrze przekonywał i za pomocą tłumacza offline Google, coś tam ustaliliśmy. Na potwierdzenie wszystkiego, podeszliśmy jeszcze do kasy biletowej na stacji, bo pani tam troszkę po angielsku mówiła. No i wszystko ustalone.

Czy do Dazu daleko jeszcze - posągi w Dazu, Chiny

Jedziemy około pół minuty, pan odbiera telefon i nagle zawraca. O co chodzi? Na stacji wszystko się wyjaśniło. Pan dostał cynk, że ma czteroosobową ekipę na trip, więc nic dziwnego, że nas olał. Jednak okazało się też, że nagle stojące miejsca w pociągu się pojawiły, wiec kupiliśmy bilet najpierw do pierwszej stacji z miejscem siedzącym, potem u pani konduktor (za podwyższoną cenę) na dalszą podróż już na miejsca stojące. Nie wspomnę, że kosztowało to więcej niż owe taxi, nie wspominając też o stresie, ale w końcu dojechałam do Chengdu.

Czy do Dazu daleko jeszcze - posągi w Dazu, Chiny

Uff, to była długa podróż. Zdecydowanie Dazu, które ja zobaczyłam, nie było warte tego czasu i energii które mu poświęciłam. Więc z jednej strony odradzam, no chyba, że ktoś ma zamiłowania do posągów. Jednak z drugiej strony, trip ten pozwolił mi poznać lepiej ten kraj i obyczaje w nim panujące. Myślę, że ta przygoda zapadnie mi zdecydowanie dłużej w pamięci niż jakieś posągi, więc czy było warto? Zdecydowanie tak.

kwiecień 2017

  • Pod tym względem jestem strasznym leniem i wolę czytać takie relacje niż sama tłuc się chińskim autobusem 🙂

  • Ciekawa relacja, w Chinach mnie jeszcze nie było, choć wszystko przede mną :).

    • Dziękuję 🙂 Dokładnie, wszystko przed Tobą, świat jest taki duży i piękny, że niektóre miejsca muszą poczekać 😉

  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka

    Ja, mimo wielu niedogodności z podróżą, mogłabym tak zwiedzać i zwiedzać! 🙂

    • Dokładnie, ja też mogę zwiedzać zawsze i wszędzie, nieważne jak zmęczona jestem i jakie są warunki podróży 🙂 niektórzy po prostu tak mają 😉

  • Marlena Rzepniewska

    Posągi są piękne, te ktore pokazujesz również. 😉 Podróże męczą, ale dają tez dużo radości. 😉

  • Nie ma to jak podróż z przygodami 😉

  • Jeździłam autokarami po Chinach 2 miesiące. Najgorsze problemy z brzuchem bywały na Wyżynie Tybetańskiej na 4 000 metrów! Pół autobusu na zmianę rzygało i stękało, przez okna, do reklamówek. Chiny to szaleństwo!!!

  • I taka odsłona przygody w pewien sposób nas kształtuje, bardziej uzmysławia społeczny klimat kraju, w którym przebywamy. 🙂
    Bookendorfina

  • NIgdy nie byłam w Chinach. Z jednej strony bardzo chcę, a z drugiej jakoś zawsze znajduję propozycję wyjazdu gdzie indziej, która kusi mnie bardziej 🙂