Boliwijskie Santa Cruz de la Sierra

Santa Cruz Boliwia

Boliwijskie Santa Cruz de la Sierra

Po wizycie w jednym z muzeów w Sucre, zainteresowało mnie boliwijskie Santa Cruz de la Sierra. Na jednej z tamtejszych map zauważyłam, że miasto to, znajduje się w totalnie innej strefie klimatycznej niż pozostałe miejsca, które planowałam odwiedzić w Boliwii. Pomyślałam świetnie, nie dość, że totalnie inny krajobraz, to na dodatek znacznie cieplej, postanowiłam więc popytać Boliwijczyków o co chodzi z tym Santa Cruz.

Oczekiwania kontra rzeczywistość

Boliwijczycy to strasznie dumni ludzi, wierzący w to, że wszystko co mają jest najpiękniejsze i najlepsze. Tak więc pytani o Santa Cruz odpowiadali jednomyślnie jak tam jest pięknie i jak wiele wspaniałych rzeczy można tam zobaczyć. Innymi słowy przekonali mnie żeby się udać do Santa Cruz.

Boliwijskie Santa Cruz de la Sierra

Okazało się, że piękne miejsca rzeczywiście istnieją, jednak nie w mieście Santa Cruz, a w rejonie o tej nazwie. Od miasta są one oddalone o przynajmniej 5 godziny drogi. Na dodatek, tak jak w Potosi spotkałam dużo niemiłych i niegrzecznych osób, a w Sucre byłam zachwycona przyjaźnie nastawionym społeczeństwem, tak w Santa Cruz mamy zarozumiałe i zadufane w sobie jednostki, negatywnie nastawione do wszystkich nieurodzonych w ich wspaniałym mieście. O co w tym wszystkim chodzi?

Trochę historii Santa Cruz

Boliwijskie Santa Cruz de la Sierra jest bardzo młodym miastem, wybudowanym praktycznie pośrodku niczego. Do tego rozwija się bardzo dynamicznie i jak na Boliwię, jest całkiem nowoczesne. Pełno w nim młodych ludzi pragnących zrobić najróżniejsze kariery. Ten kto się tu urodził, nie dość że uważa się za lepszego od reszty świata, to także znacznie wywyższa się nad pozostałymi swoimi rodakami z innych boliwijskich miast. Oni mają to po prostu wypisane na twarzach, a w rozmowie dokładnie podkreślają swoją lepszość.

Boliwijskie Santa Cruz de la Sierra

Co zwiedzać w Santa Cruz de la Sierra

W samym mieście szału nie ma. Nie ma tu znaczących muzeów, gdyż miejsce to nie ma istotnej historii. Nie ma miejsc turystycznych, gdyż turystów też tam niewielu. Jednak jak już się uprzemy na zwiedzanie miasta, coś ciekawego znajdziemy.

Centrum miasta
  • Plaza 24 de Septiembre – W Centrum miasta oczywiście reprezentacyjny plac. Ten tutaj jest naprawdę duży i ładny. Wygląda przepięknie, zwłaszcza w nocy przecudnie oświetlony. Jest tu bezpiecznie i można śmiało spacerować po zmroku. W okolicy placu znajdziemy teź takie budynki jak np. Museo de Historia Regional, Museo de la Independencia czy Manzana Uno z interesującymi ogrodami.

Boliwijskie Santa Cruz de la Sierra

  • Basilica Menor de San Lorenzo – Przy placu oczywiście katedra i katedralne muzeum. Sam obiekt interesujący, jednak dla mnie ważniejsza była katedralna wieża z której mogłam dokładnie obejrzeć plac i dachy okolicznych budynków. Widok może nie jest oszałamiający, ale warty zobaczenia.
  • 7 calles – Siedem ulic to nazwa największego w Santa Cruz ulicznego marketu. Dostaniemy tu wszystko czego możemy sobie zażyczyć. Jest to też świetne miejsce na zakup rzemieślniczych pamiątek. Takowe można zakupić tandetne za grosze lub całkiem dobrze wykonane za odpowiednią do ich jakości cenę.
Najbliższe okolice

Tuż za granicami miasta znajdziemy wiele małych mieścinek oferujących nam ciekawe i leniwe spędzenie czasu. Jednak żeby się tam dostać, niezbędny nam będzie kolega z samochodem, gdyż komunikacja miejska za bardzo nam w tym nie pomoże. Ja miałam to szczęście, że w przeciwieństwie do mojego gospodarza, który okazał się strasznym burakiem, poznałam innego mieszkańca Santa Cruz, który zabrał mnie na całodzienną wycieczkę po okolicy.

  • Castillo Abandonado de Porongo – Stary opuszczony dom, który swym wyglądem przypomina istny królewski zamek. Jego właściciel nigdy go nie dokończył, jednak ponieważ mieszka w okolicy i nadal pieniędzy mu nie brakuje, po paru latach dewastacji zamku, zapewnił mu opiekę. I tak, gdy już dojedziemy do zamku zrujnowaną piaszczystą drogą, spotkamy czaszkę zwierzęcia i ostrzeżenie, że lepiej nie wchodzić. Potem przywita nas pan pilnujący i za drobną opłatą oprowadzi po budowli. Architektura tego obiektu rzeczywiście nie jest często spotykana, więc warto go odwiedzić.

Boliwijskie Santa Cruz de la Sierra

  • Porongo – W tej samej miejscowości co zamek, parę kilometrów dalej możemy zjeść smaczny, tani posiłek na malutkim Mercado, lub odwiedzić interesujący, lecz także zaniedbany cmentarz.
  • Biocentro Guembe – Nowoczesny obiekt, na całkiem sporym terenie. Jeśli spytacie miejscowych co można odwiedzić w mieście, na pewno nie zapomną pochwalić się tym miejscem. Można tu spędzić cały dzień oglądając przeróżne cuda natury, z których najbardziej zachwycają motyle.
  • La Rinconada – kolejny nowoczesny ośrodek, lecz nieco mniejszy od poprzedniego. Wybieramy się tu na spacer zadbanymi uliczkami przedstawiającymi nam okoliczną naturę. Dodatkowo możemy nacieszyć się basenami, które dają nam przyjemną ochłodę w upalne tutejsze dni.

Boliwijskie Santa Cruz de la Sierra

  • Rio Pirai – Nad rzekę pojechaliśmy szukać wodospadu, który dzielnie widniał na mojej mapie. Wodospadu nie było, jednak znaleźliśmy się w przepięknym miejscu odsłaniającym nam całe piękno rzeki.
  • Cotoca – Mała miejscowość w niewielkiej odległości od miasta. Warto ją odwiedzić z dwóch powodów. Po pierwsze, zanim ludzie przenieśli się do Santa Cruz, to właśnie tam toczyło i rozwijało się życie tego regionu. Po drugie, nie sposób nie wspomnieć tu o jedzenie. Tylko tam dostaniemy Sonso, czyli Yuka pomieszana z serem, serwowana grillowana na patykach. Przepyszne.

Samaipata

To właśnie o tej miejscowości myślą wszyscy, którzy wybierają się do Santa Cruz. Mała mieścina, a sławna na całą Boliwię. Kogo nie zapytasz, to powie Ci, że tam jest pięknie. Moje obiektywne oko, też może to stwierdzić. Rzeczywiście wioska ta jest ładnie położona i oferuje całkiem przyzwoity wypoczynek w otoczeniu natury. Jednak bez przesady, jechać na drugi koniec Boliwii tylko dla niej nie ma sensu. Mimo to, roi się tu od turystów. Każdy zwabiony pięknymi opowieściami Boliwijczyków pragnie tu być. W okolicy możemy zobaczyć takie sławne atrakcje turystyczne jak: Ruinas del Fuerte de Samaipata, Museo Arqueologico, punkt widokowy i małe zoo. Powiem szczerze, że nie wiedziałam nic z powyżej wymienionych. Słyszałam jednak, że na kolana nie powalają.

Samaipata

Moja nieturystyczna strona Samaipata

Moje zdanie na temat Samaipata do obiektywnych nie należy, gdyż zabarwione jest tym co tam niemiłego przeżyłam. I tak, gdy dotarłam do Samaipata tuż po południu, postawiłam resztę dnia poświęcić na odpoczynek. Przez ostatnie tygodnie biegałam z miejsca na miejsce, pomyślałam więc a co tam, pół dnia lenistwa nie zaszkodzi. Wygrzewałam się więc na słońcu i delektowałam Empanadas con queso, zakupionymi na tutejszym markecie. I mimo, iż najlepsze empanadas są w Argentynie, te tutejsze z serem chyba je troszkę pokonały. I tak upłynęło mi popołudnie. Szłam spać z nastawieniem na jutrzejsze intensywne zwiedzanie.

Najgorszy dzień mojej podróży

Obudziłam się wcześnie rano z pilną potrzebą odwiedzenia łazienki. I tak już ją systematycznie odwiedzałam przez resztę dnia. Rozwolnienie i wymioty, ból głowy i niezwykła niemoc. Cały dzień przeleżałam cierpiąc niesamowicie. Generalnie spałam zwinięta w kłębek, systematycznie co trzy godziny chodząc do toalety. Na szczęście była blisko, czego nie można powiedzieć o kuchni. Do tej nie byłam w stanie dojść. Jeden z wolontariuszy pracujących w hostelu w końcu się nade mną zlitował i najpierw dostałam sok z limonki z sodą oczyszczoną, a potem herbatkę z liśćmi koki. Trochę pomogło. Chyba jednak bardziej psychicznie mi się po tej herbatce lepiej zrobiło niż fizycznie, gdyż sił dalej na nic nie miałam. Tak spędziłam cały dzień i noc. Rankiem, gdy odkryłam, że jestem wstanie wstać z łóżka i spakować plecak, postanowiłam jak najszybciej opuścić Samaipata. Miałam serdecznie dość tej miejscowości i pragnęłam tylko stamtąd wyjechać. Nie zależało mi już na zwiedzaniu, jak i na niczym innym. I tak o godzinie 8 rano siedziałam już w autobusie jadącym do Cochabamba. Wytrzymałam w nim całe 10 godzin, a cudne widoki za oknem wynagrodziły mi stracone siły i czas.

Samaipata

Co ja o tym wszystkim myślę

Moim zdaniem kilkunastogodzinna przejażdżka autobusem, po to tylko żeby zobaczyć Santa Cruz i Samaipata, może okazać się stratą czasu. Samo Santa Cruz nie oferuje za wiele, jednak jeśli mamy dobry plan na zwiedzanie odległych cudów natury tego miejsca, to może być całkiem fajnie. Jak jednak widzicie moje zdanie jest totalnie nieobiektywne. W Santa Cruz ani ludzie, ani miejsca mnie nie zachwyciły. No i na dodatek ten rozstrój żołądka spowodowany najprawdopodobniej złą jakością wody w okolicy. W odróżnieniu od reszty Boliwii, woda w Santa Cruz cieszy się bardzo złą sławą, a ta w Samaipata szczególnie. No cóż, teraz już o tym wiem. Przynajmniej dokładnie oczyściłam swój organizm ze wszystkiego z czego się dało. Dodatkowo, po złych doświadczeniach w Santa Cruz, mój pobyt w kolejnej miejscowości cieszył mnie podwójnie. Wszystko ma swoje plusu, a może akurat wy w Santa Cruz się zakochacie, nigdy nic nie wiadomo.

kwiecień 2018

 

Chcesz zobaczyć całą moją dotychczasową przygodę z Ameryką Południową? Jeśli tak, kliknij tutaj. Gwarantuję, że warto.