Chiński Kanton – czy warto go zwiedzać?

Chiński Kanton - czy warto go zwiedzać

Chiński Kanton – czy warto go zwiedzać?

Chiński Kanton – czy warto go zwiedzać? Takie pytanie na wstępie zadałam sobie planując wycieczkę po Chinach. Kanton niby po drodze, ale jednak niewiele się o tym mieście turystycznie słyszy. Świetne położenie przy rzece Perłowej oraz dobre kontakty z Zachodem, tłumaczą jego dobre wyniki ekonomiczne. To tu także rozwinęło się fałszerstwo dosłownie wszystkiego, a na obrzeżach miasta fabryki oparte na wyzysku. Z drugiej strony spotkamy tu urocze, klimatyczne miejsca, jak i bardzo smaczne jedzenie, więc decyzja mogła być tylko jedna, jadę.

Chiński Kanton - czy warto go zwiedzać

Prawdziwe Chiny

Tak naprawdę była to moja pierwsza styczność z normalnym, chińskim miastem. W Hongkongu i Shenzhen było tak zwyczajnie, a tu jest inaczej – tak chińsko. Wysiadam z pociągu na mniejszej stacji położonej na północy miasta, co to za dzikie tłumy? Jakby z każdego miejsca, na plac właśnie ruszyła chmara ludzi. Wszyscy przeplatają się wzajemnie trącając i popychając. Zastanawiam się co oni tu wszyscy robią, a przekrój jest różny. Zaczynając od zadbanych pań w obcasach, przez biegające dzieci, a na bezdomnych pijaczkach kończąc. Do tego dużo wszelkich służb porządkowych. Jest policja, wojsko i wszędzie kontrole. Wszyscy niby czegoś pilnują, ale mam wrażenie, że nie przywiązują do swojej pracy większej uwagi. Czuję się dziwnie. Wszystkie napisy tylko po chińsku, co przyprawia o mały zawrót głowy. W oddali wypatrzyłam tabliczkę z nazwą ulicy, uff jest też napisana normalnymi literkami. Pozwoliło mi to spojrzeć na mapę, odnaleźć się w okolicy i zlokalizować najbliższą stację metra.

Chiński Kanton - czy warto go zwiedzać

Docieram do hostelu w którym mam zarezerwowany nocleg. Niestety, tu też pani nie mówi po angielsku, więc dogadujemy się na migi. Warunki kiepskie, a na dodatek pani zapomniała mnie poinformować, że mimo iż recepcja jest całodobowa, to ona idzie spać i trzeba po nią dzwonić. W sumie to może informowała, ale … po chińsku. Rano odnalezienie tej informacji zajęło mi trochę czasu i kosztowało 10 zł za minutę połączenia.

Zaczynam zwiedzanie

W sumie zwiedzaniem to raczej bym tego nie nazwała, bo po całym dniu w Shenzhen, zostało mi i niewiele czasu i niewiele sił, ale coś zobaczyć trzeba. Pierwsze wrażenie to ogólny chaos. Pełno ludzi, zatłoczone ulice i szalejący rowerzyści. Przy przejściu przez jezdnie, na początku grzecznie czekam na zielone światło, jednak po dwóch godzinach odważyłam się tak, jak miejscowi przechodzić przez tą wrzawę na skróty. Łatwo nie było, ale nadal żyję.

Chiński Kanton - czy warto go zwiedzać

Wszystkie atrakcje miasta oddalone są od siebie niemało, dlatego zwykłe zwiedzanie na piechotę, przy dużym zmęczeniu i ograniczeniach czasowych nie wchodzi w grę. Na szczęście mamy tu świetnie rozwiniętą, całkiem nową sieć metra, która zdecydowanie nam to ułatwi i na dodatek kosztuje niewiele. Na pierwszy punkt postanowiłam jednak iść na piechotę, zajęło mi to sporo czasu ale było warto.

Chińskie klimaty

Pokonywanie tutejszych dzielnic to doświadczenie niesamowite. Generalnie brud i straszne niechlujstwo. Do tego mokra pogoda i zmierzch tworzą niesamowity obraz grozy. Ludzie żyją tu w nieciekawych warunkach, ale chyba im to nie przeszkadza. Każdy, non stop wpatrzony w wyświetlacz swojego telefonu. Sprzedawcy albo bawią się dronem, albo dogłębnie dają się wciągnąć w głośną dyskusję ze swoim kolegą po fachu. Wszędzie pachnie jedzeniem. Ciężko jest coś zamówić, bo mimo iż menu zajmuje całą ścianę baru, to wszystko w chińskich znaczkach, a obrazków brak. Poszłam na łatwiznę, zamiast dania wybrałam jedzenie na patyku, które na stoisku można pokazać palcem. Jest tu sporo gatunków tofu, dziwne kulki, kiełbaski lub ośmiorniczki. Niektórych specjałów nie mogę zidentyfikować, ale smakują całkiem nieźle.

Chiński Kanton - czy warto go zwiedzać

Atrakcje turystyczne

Po drodze mijam kościół Najświętszego Serca, który w tych okolicznościach prezentuje się całkiem nieźle, a plac przed nim wygląda fajnie i spójnie.

Dochodzę w końcu do Bazaru Qingping. Olbrzymi targ na którym znajdziemy każde zioło, roślinę, korzeń i susz, który można wykorzystać do jedzenia lub produkcji chińskiego leku. Czasem mijam pełne kosze nie wiadomo czego, gdzieniegdzie jakiś płyn z czymś, co też trudno zidentyfikować. Dalej trafiam na poroża, skóry i martwe tkanki. Widok średni, jednak miałam szczęście, bo bazar widziałam tylko od martwej, suchej strony, pewnie ze względu na późną porę. W porannych godzinach, podobno można tu obejrzeć też żywe specjały. W klatkach przywożone są zwierzęta wszelkiej maści. Mawia się, że w Kantonie je się wszystko co ma cztery nogi oprócz stołu. Bardzo wymowne powiedzenie.

Chiński Kanton - czy warto go zwiedzać

Z chińskiego świata, na chwilę przenoszę się do XIX-sto wiecznej Europy. 800-set metrowa wyspa Shamian na Rzece Perłowej, to skansen kolonialnej architektury. Przechodząc przez most, wchodzę w inny świat. Eleganckie kamieniczki oraz piękny deptak z ciekawymi posągami, ciągnący się przez całą wyspę. Wszystko ładne, schludne i niesamowite. Są parki, kościoły oraz miejsca na zadumę i wytchnienie od zgiełku miasta. Jest tu naprawdę cudnie. Nie brakuje też drogich restauracji, które tak samo mocno kontrastują z resztą miasta, jak cały wygląd wyspy. Spacer tutaj jest obowiązkowy. Miłym zaskoczeniem było też dostrzeżenie Konsulatu Generalnego Rzeczpospolitej Polskiej. Nie spodziewałam się go w tak klimatycznym miejscu.

Chiński Kanton - czy warto go zwiedzać

Do centrum wróciłam metrem. Szybki spacer pomiędzy tutejszymi Świątyniami, jeszcze raz przez centrum i jak dla mnie koniec zwiedzania. Podobno wartym uwagi jest także Park Yuexiu, rozległy teren w którym możemy spotkać różne pomniki, pagody a także Muzeum Grobowców Południowych Yue. O tym niestety nie jestem w stanie Wam opowiedzieć.

Wrażenia

Kanton w moim wykonaniu był deszczowy, szybki i bardzo ograniczony. Dosłownie przebiegłam przez interesujące mnie obiekty, te mniej ciekawe po prostu odpuściłam z braku czasu. Jednak mam wrażenie, że nie po atrakcje turystyczne tu przyjechałam, ale po klimat. Jest to miasto jakiego dotąd nie spotkałam. Niesamowity chaos, na który potrzebowałam dłuższej chwili, żeby móc się ogarnąć i poczuć swobodnie. Ciekawe jest także to, że chodząc, po nawet najbardziej ciemnych i obskurnych uliczkach, nie czuję strachu. Chińczycy generalnie mnie olewają i raczej modlą się żebym przypadkiem do niech nie podeszła, bo będą musieli się mocno nagimnastykować, żeby mi coś wytłumaczyć. Jedynie dzieci patrzą na mnie z zainteresowaniem. Widok białego człowieka zdecydowanie nie jest tu na porządku dziennym. Ja wśród tego całego tłumu, mijanego przez dobre trzy godziny, wypatrzyłam zaledwie trzech. Mimo, iż nie zobaczyłam wiele, to poczułam dużo i zdecydowanie wizyty w  Kantonie nie żałuję i polecam każdemu.

kwiecień 2017

  • I mi sie Kanton bardzo podobał..ale nie wydaje mi się żeby było tam brudno, naprawdę to wszystko jest bardzo realtywne. Wystaczy byle jakie miasto w Indiach i uznasz Kanton za lśniący od czystości 🙂

    • Chyba, po prostu trafiłam w takie uliczki, że porównując je do innych chińskich zakamarków miast, wydały mi się znacznie od nich brudniejsze 🙂

  • Adela Jakielaszek

    Widać, ze czasem warto zejść ze szlaku głównych turystycznych miast i zwiedzać te być może bardziej oddające prawdziwy klimat kraju.

  • Bardzo ciekawie piszesz i przyjemnie się Ciebie czyta ! Czekam na kolejne opowieści 😉

  • Wow, patrząc na same zdjęcia odnoszę wrażenie, że to musi być niesamowite miejsce. Gdybym miała kiedyś okazję, chętnie bym je zwiedziła, jednak jedzenia bym się trochę bała 🙂
    Pozdrawiam,
    Ola z Muzycznej Listy

    • Nie ma się czego bać. jedzenie w takich miejscach to jedna z większych atrakcji. Ja zawsze wychodzę z założenia, że skoro lokalsi to jedzą to ja też mogę i nic mi nie będzie 🙂 Pozdrawiam