Co kryje peruwiańska dżungla

Co kryje peruwiańska dżungla

Co kryje peruwiańska dżungla

Gdy zdecydowałam się na wizytę w miejscowości Pucallpa, nie miałam zielonego pojęcia co kryje peruwiańska dżungla. Szczerze mówiąc, to w ogóle nie miałam w planach tam jechać. Szykowałam się właśnie na dziesięciodniowy trekking w pobliżu miejscowości Huaraz, gdy nagle mnie natchnęło. Pomyślałam sobie, że przecież tyle tych gór już w życiu widziałam, tyle najróżniejszych górskich szlaków przeszłam. Ba, nawet znam parę tych peruwiańskich. No cóż, na ten najpiękniejszy zwany Huayhuash miałam ogromną chrapkę, jednak coś mnie wzywało do dżungli.

Co kryje peruwiańska dżungla

Większość osób wybierających się do peruwiańskiej dżungli, bez namysłu wybiera miejscowość o nazwie Iguitos. Przyznam, że też ją na początku rozważałam. Dowiedziałam się jednak, że jest ona strasznie turystyczna i na próżno szukać tam prawdziwych doznań. Owszem można zaznać trochę dżungli płacąc krocie za jakąś wycieczkę dla białasów, ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Przez przypadek poznałam w Cuzco pewnego szamana z Pucallpa. Dość skrupulatnie opowiedział mi o swojej miejscowości, co mocno mnie zainteresowało. Godzinami słuchałam o tej cudownej naturze, egzotycznych owocach i dzikich odgłosach zwierząt. Połknęłam haczyk od razu. Przecież dżungli jeszcze żadnej w życiu nie widziałam, więc nie ma na co czekać. Opuściłam Limę dzień wcześniej niż planowałam i z wielką nadzieją udałam się w dwudziestogodzinną podróż do Pucallpa.

Pucallpa, czyli centrum peruwiańskiej dżungli

Spore miasto, w niczym nieprzypominające środka peruwiańskiej dżungli. Ulice zatłoczone przez szalejące tu mototaxi. Ciągły dźwięk klaksonów i uliczny gwar. Nie zniechęciło mnie to jednak, gdyż wszędzie wokoło widziała zielone połacie, szczelnie otaczające miasto i wdzierające się do niego z każdej strony. Spodobało mi się. Polubiłam to miejsce jeszcze bardziej, gdy dane mi było spróbować najróżniejszych napojów zrobionych na bazie owoców, które widziałam pierwszy raz w życiu. No i w końcu było ciepło. Tuż po wyjściu spod prysznica człowiek na nowo był mokry od potu. Wiem, że wielu tego unika, jednak dla mnie taki klimat jest najlepszy. Po mega zimnym Cuzco i pochmurnej Limie cieszyłam się, że jestem cała mokra od potu. Uwielbiam ten stan.

Co kryje peruwiańska dżungla

Co robić w Pucallpa

W samym mieście zbyt wiele do robienia nie ma. Możemy oczywiście spędzić parę chwil w centrum miasta. Znajdziemy tam plac Plaza de Armas, nie charakteryzujący się niczym szczególnym. Jednak już parę kroków dalej jesteśmy w okolicy portu, gdzie wszystkie stragany zlewają się z tymi z Mercado. Czuć tu naprawdę ciekawą atmosferę. Oprócz patrzenia na rzekę i na łódki po niej pływające, wielką przyjemność sprawia patrzenie na tutejsze jedzenie. Oprócz egzotycznych owoców, znajdziemy całą gamę ryb rzecznych, których w żadnym innym peruwiańskim mieście nie dostaniemy. Do każdego dania obowiązkowo podawane są tutejsze banany lub yuka. Są one gotowane lub smażone, lekko posolone skutecznie zastępowały mi smak ziemniaka.

Co kryje peruwiańska dżungla

W mieście zwiedziłam także ogród zoologiczny, który okazał się całkowitą porażką. Nie dość, że zarówno na drodze do niego, jak i w samym ogrodzie, wszędzie było pełno śmieci, to na dodatek klatki ze zwierzętami okazały się być strasznie małe. Duże koty, typu lwy i pantery, miały do dyspozycji malutki kawałek cienia w którym zaledwie się mieściły. Generalnie totalna porażka.

Jednym z miejsc, które bardziej mi się spodobało była Laguna Yarinacocha. Miejsce dość turystyczne i często odwiedzane w weekendy przez mieszkańców Pucallpa. Znajdziemy tu liczne bary, restauracje i łódki czekające na pasażerów. Przez przypadek załapałam się na jednogodzinny rejs po lagunie. Miałam pecha, bo akurat zaczęło padać. Udało mi się jednak zobaczyć to i owo. Przede wszystkim znalazłam się bliżej natury. Warto tu także wspomnieć o Mercado w Yarinacocha. Zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu niż ten w centrum. To tu udało mi się zakupić najlepszego kokosa jakiego w życiu piłam. Zdecydowanie różnił się od innych, był niesamowicie słodki. Na próżno potem szukałam takiego samego w innych miejscach.

Co kryje peruwiańska dżungla

Contamana, czyli jeszcze bliżej dżungli

Chcąc poczuć tą prawdziwą dżungle udałam się statkiem do miejscowości o nazwie Contamana. Zupełnie nie wiedziałam co mnie tam czeka, jednak wszyscy mówili, że jest tam pięknie. Do wyboru miałam szybki prom, płynący około 6 godzin lub wolny statek, płynący całą noc jednak o połowę tańszy. Problem z tym drugim jednak polegał na tym, że nikt tak naprawdę nie wie o której on przypływa i wypływa. I tak w jedną stronę go przegapiłam i popłynęłam tym szybkim, a w drugą znalazłam wolny. Sam rejs był spokojny i nic ciekawego się na nim nie działo. Niestety cały rejs do Contamana lało przeraźliwie, totalna masakra. Po moim przyjeździe także cały pierwszy dzień i połowę drugiego padał deszcz. Jednak w końcu się wypogodziło i mogłam zacząć moja przygodę z Contamana.

Aguas Calientes

Pierwszą i w sumie najważniejszą atrakcją okolicy są gorące źródła. Mimo, iż normalnie omijam takie miejsca, te postanowiłam odwiedzić. W przeciwieństwie do innych termalnych atrakcji, tu nie było tłumów, ba, wręcz przeciwnie, gdyż byłam tam całkowicie sama. Podobno w weekendy tłumnie zjeżdżają się tu miejscowi, jednak w tygodniu jest cisza i spokój. I tak najważniejszą atrakcją tego miejsca jest zbieg dwóch nurtów rzek o nazwie La Union. Jeden nurt jest zimny, a drugi gorący. Właśnie w tym drugim z przyjemnością pomoczyłam swój tyłek i powiem szczerze, że było mi bardzo przyjemnie. Jednak zanim do tego doszło odwiedziłam punkt widokowy Mirador Natural z przepięknym widokiem na okolicę oraz Encanto de Humo, przez miejscowych nazywane sauną.

Co kryje peruwiańska dżungla

Dodatkowo w parku znajdziemy ciekawe wodospady, do których spacer to sama przyjemność. I tak do odwiedzenia mamy Llanto de la Anaconda, El Errado, El DuendeLagrimas de Amor. Każdy inny, nie wszystkie jednak zachwycają. Jedną z większych atrakcji parku jest też Colpa de Guacamayos. Jest to miejsce, gdzie ptaki Guacamayos znajdują naturalne pożywienie, więc każdego wczesnego ranka licznie tu przybywają na śniadanie. Tego niestety nie udało mi się zobaczyć, gdyż do parku nie ma transportu publicznego i w dojeździe zdana byłam na wujka kolegi i jego motor. On mógł mnie tam podwieźć tyko popołudniu, więc ptaszków nie widziałam. Szkoda.

Atrakcje Contamana

Oprócz sławnych Aguas Calientes, warto udać się na drugą stronę rzeki, żeby obejrzeć tamtejsze małe mieścinki, z czego jedna o nazwie Canaan de Chatipishca uznawana jest za zamieszkałą tylko przez rdzennych jej mieszkańców. Dodatkowo dla osób szukających bardziej duchowych przeżyć, Contamana jest świetnym miejscem do spróbowania sławnej Ayahuaski. Nie ma tu komercji i zdzierania pieniędzy z turystów, tak jak ma to miejsce w Cuzco czy w Iguitos. Nawet w Pucallpa znajduje się parę słynnych „szamanów”, którzy zatracili gdzieś prawdziwą ideę tej ceremonii na rzecz zysków materialnych. W Contamana jednak jest zupełnie inaczej. Tu, za dosłownie grosze lub za darmo, odnajdziemy niejednego szamana i to takiego prawdziwego, który nawet ledwo co mówi po hiszpańsku, gdyż jego podstawowym językiem jest język regionalny. W pięknych okolicznościach natury, w ciszy i spokoju, z taką zaufaną osobą, spokojnie możemy oddać się sennym wizjom tej cudownej rośliny. Pamiętajcie jednak, że Ayahuaska to nie narkotyk, ani środek do przeżycia fajnego tripu. Ta roślina przede wszystkim jest naturalnym lekiem, dlatego też nazywana jest świętą rośliną leczniczą. Ona leczy zarówno ciało jak i umysł i takie jest jej podstawowe zadanie.

Co kryje peruwiańska dżungla

Czy warto jechać do dżungli

Do peruwiańskiej dżungli po prostu trzeba się udać. Jest to miejsce niezwykłe. Może tak się tym zachwycam, gdyż była to moja pierwsza przygoda z tego typu miejscem i dlatego jestem nim aż tak zachwycona. Jestem też osobą, która uwielbia wysokie temperatury i naturę. Właśnie te dwie rzeczy odnalazłam w Contamana, no i te odgłosy dzikich stworzeń w połączeniu z egzotycznymi owocami dopełniły całości. Teraz tylko zastanawiam się, gdzie wypadnie moja następna wizyta w dżungli. Cóż, czas coś nowego zaplanować.

czerwiec 2018

 

Chcesz zobaczyć całą moją dotychczasową przygodę z Ameryką Południową? Jeśli tak, kliknij tutaj. Gwarantuję, że warto.