Huashan święta góra taoizmu

Huashan święta góra taoizmu

Huashan święta góra taoizmu, czy warto tam jechać?

Huashan święta góra taoizmu, dominuje nad niziną Shaanxi. Kiedyś mieszkali tu taoistyczni pustelnicy, podobno mieli magiczną siłę. Z górą związanych jest wiele legend, jedna mówi nawet, jak zdobyć nieśmiertelność. Była także tłem dla ważnych wydarzeń historycznych, przede wszystkim, wielkiego zwycięstwa sił komunistycznych w wojnie domowej. Obecnie, masyw Huasham, góruje nad miejscowością o tej samej nazwie, dodając jej tajemniczości i zapewniając stały dochód jej mieszkańcom. Geograficznie rzecz ujmując, mamy tu pięć wierzchołków, poprzecinanych dolinami i potokami. Tyle tytułem wstępu, a jak było naprawdę?

Cała prawda o świętej górze taoizmu

Góra ta, nie ma już za wiele wspólnego ze świętością i mnicha także na niej ciężko znaleźć. Obecnie jest to jedna, wielka maszynka do robienia pieniędzy. Mimo, że jest środek tygodnia, to turystów tu nie brakuje. Wiem, że wstępy w Chinach są drogie, ale tutaj to istne przegięcie. Do tego dezinformacja, która nakłoniła mnie do zmiany planów, co totalnie odebrało mi mistycyzm przeżyć związanych z wejściem na szczyt masywu Huashan.

Huashan święta góra taoizmu Chiny

Do Huashan z Xi’an, jadę prawie dwie godziny. Złapałam jeden z pierwszych autobusów, jednak i tak jestem tu dopiero po godzinie 9 rano. Autobus podjeżdża pod biuro, gdzie od ręki można kupić bilet wstępu oraz bilety na kolejki linowe. Na początku nie byłam pewna, czy są to ceny właściwe, czy np. nie jest doliczana prowizja za pośrednictwo, ale stwierdziłam, że zaryzykuję. Byłam też lekko zszokowana, bo na wstępie powitała mnie pani, dobrze mówiąca po angielsku, a to w tym kraju rzadkość. W Huashan interesowały mnie dwie rzeczy. Najwyższy szczyt, czyli Wierzchołek południowy (2160mnpm) i trudny odcinek szlaku na Wierzchołek Wschodni. Szlak ten widziałam na filmach, a i także tu, naokoło porozwieszane są zdjęcia, właśnie z tego odcinka.  Cena wstępu na teren masywu wynosiła 180 CNY, no cóż, jak już tu przyjechałam, to trzeba wejść. Z płaczem wyciągam pieniądze z kieszeni. Na mapie, pokazano mi możliwe drogi wejścia na szczyt.

Trzy opcje wejścia na Huashan
  • Opcja nr 1 – bezpłatnym autobusem mogę podjechać pod boczną bramę, a stamtąd, po wejściu na teren góry, biorę kolejny autobus, tym razem płatny (ceny nie znam), którym jadę pod kolejkę linową na Wierzchołek Zachodni, z którego mogę dojść na pozostałe. Dalej schodzę o własnych siłach lub udaję się na kolejkę linową na Wierzchołek Północny i zjeżdżam nią (zjazd 80 CNY) do kolejnego płatnego autobusu (20 CNY), który dowiezie mnie z powrotem do miasteczka.
  • Opcja nr 2 – ten sam bezpłatny autobus, podwozi mnie pod ta samą bramę boczna. Następnie wsiadam do płatnego autobusu (20 CNY) i jadę pod kolejkę linową wwożącą mnie na Wierzchołek Północny. Stamtąd wchodzę na pozostałe i albo kończę na Wschodnim i zjeżdżam opcją wjazdową nr 1 albo schodzę o własnych siłach. Mogę też wrócić tak jak tu przybyłam.
  • Opcja nr 3 – nigdzie nie jeżdżę, tylko od razu idę pod główną bramę i napieram do góry. Potem przez wszystkie wierzchołki i schodzę tą samą drogą.

Huashan święta góra taoizmu Chiny

Dezinformacja

Pewnie od razu zgadniecie która opcją byłam zainteresowana najbardziej. Oczywiście, że opcja nr trzy. Autobus powrotny miałam o godzinie 19, więc masa czasu do wykorzystania. W razie opóźnienia jest jeszcze pociąg, który jechał bodajże po 22. Już chcę wyruszać w drogę, jednak usłyszałam, że nie ma szans żebym wróciła na czas. Droga w górę, przez wszystkie wierzchołki na Wschodnim kończąc zajmuje całe 10 godzin, a jeszcze przecież droga w dół, którą będę musiała odbyć pieszo, bo na zdążenie, na godzinę 19 na ostatnią kolejkę linową w dół, też szans nie mam.

Pomyślmy, 10 godzin w górę, to na ostatnim wierzchołu będę o 22, czyli, na powrót do Xi’an nie ma szans. Zostać na noc tutaj też nie mogę, bo na jutrzejszy poranek mam już konkretne plany. Nie cierpię jeździć kolejkami linowymi i uważam je za stratę czasu i pieniędzy, ale chyba nie mam innego wyjścia. Decyduję się na opcję nr 2, czyli wjazd na najniższy, Wierzchołek Północny. Tu pani mi wyjaśniła, że dzięki temu ominie mnie pierwsza część szlaku, czyli około 5 godzin, jednak czeka mnie jeszcze pozostałe podejście, czyli kolejne 5 godzin, no i jeszcze trzeba zejść. Stwierdziła, że jakoś dam radę, do 22 daleko, najwyżej trochę przyspieszę.

Droga na szczyt

Zamieszanie straszne. Po wyjściu z autobusu bezpłatnego, wchodzę w końcu na teren masywu Huashan. Ze mną straszne tłumy, wszędzie pełno ludzi. Na szczęście, cena wstępu tutaj, taka sama jaką ja wcześniej zapłaciłam, uff. Szukam kolejnego autobusu, który podwiezie mnie pod kolejkę. Niestety muszę się cofnąć przed bramki, bo pomimo wyraźnej informacji od wcześniej wspomnianej pani, że bilet kupię w autobusie, okazuje się, że muszę kupić go w kasie. Nie rozumiem, jak płacąc tak ogromne pieniądze za wstęp, musze płacić jeszcze za ten autobus, ale wyjścia nie ma. Następnie kolejka linowa. Bilet 80 CNY i ponad półgodzinne czekania na wolny wagonik. Na górze, pod Wierzchołkiem Północnym ląduje około południa. Jak na razie dwie godziny w plecy, ciekawe, gdzie bym do tej pory doszła?

Huashan święta góra taoizmu Chiny

Zaczynam wędrówkę, wszędzie pełno ludzi i ciężko się gdziekolwiek przepchać. Szlak biegnie bardzo stromymi schodami, wszędzie są poręcze, więc nie ma tu nic trudnego, jednak stopnie są tak wąskie i czasami też całkiem wysokie, że część osób wchodzi na czworaka. Trochę się irytuję, bo musze nadkładać sporo drogi żeby ich ominąć, a przecież zależy mi na czasie. Przepycham się jak mogę, chyba tępo mam całkiem niezłe, tylko te schody, jak można było wylać tu tyle betonu? Co jakiś czas mijam miejsca barowe i kramy z pamiątkami, trafi się też jakaś świątynia. Widoki rzeczywiście zapierają dech w piersiach. Masywne, skalne ściany u podnóża przyozdobione zielenią, wyglądają niesamowicie.

Ups! Już jestem na szczycie

Ku mojemu zaskoczeniu, na Wierzchołek Południowy, czyli najwyższy punkt masywu, dotarłam w godzinę. Fakt, że wszystkich po drodze wyprzedzałam, ale żeby aż tak wprowadzać mnie w błąd? Wierzchołek zaliczony, widoki stąd całkiem ładne, zwłaszcza na tle wirujących na wietrze, wszechobecnych tu czerwonych wstążek. Warto było to zobaczyć. Czas poszukać ekstremalnej drogi ze zdjęć i filmów. Łańcuchy, drabinki, myślę, że będzie całkiem fajnie. Niestety okazuje się, że szlak ten zamknięto i nie ma żadnej opcji przejścia tego fragmentu drogi. Tzn. można, ale z przewodnikiem, którego akurat dzisiaj tu nie ma. Jestem mega rozczarowana, przecież to właśnie dla tego fragmentu, chciałam odwiedzić tą górę. Zaliczam jeszcze Wierzchołek Wschodni i kolejnymi schodami kieruję się do zejścia szlakiem. Mam przecież masę czasu jeszcze.

Huashan święta góra taoizmu Chiny

Zejście nie było długie, jednak do przyjemnych nie należało. Cały czas betonowe schody. Niektóre całkiem normalne, jednak większość bardzo stromych. Ani skrawka normalnej górskiej ścieżki. Jestem zawiedziona. Przy autobusie powrotnym melduje się o godzinie 16.

Czy warto odwiedzić świętą górę taoistów w Huashan?

Dawno nie czułam takiego rozczarowania. Spokojnie zdążyłabym wejść o własnych siłach, przejść wszystko, zejść i zdążyć na autobus o godzinie 19. Byłabym wtedy bogatsza o 60zł, wydane na kolejkę i autobus do niej. Czy pani specjalnie mnie oszukała? Wiem, że na górę wchodzi sporo osób starszych oraz dzieci, ale przecież logiczne jest, że będę od nich szybsza. Rozumiem też, że ciężko jest określić dokładną ilość czasu potrzebną na marsz, ale żeby pomylić się o parę ładnych godzin (około 8)? Drugi powód zawodu, to te schody. Pominę fakt, że droga po schodach, zwłaszcza w dół była naprawdę niemiła, ale żeby aż tak popsuć naturę? Jadąc do Huashan nastawiłam się na miłą przechadzkę, górskim szlakiem. Jednak mimo wspaniałego widoku gór w tle ani na moment nie dane mi było poczuć ich klimatu.

Huashan święta góra taoizmu Chiny

Odpowiadając na pytanie, czy warto było tu przyjechać, to na pewno mogę stwierdzić, że było to ciekawe doświadczenie. Widoki także bardzo ładne. Jednak to wszystko, może i miałoby jakiś sens, gdyby nie ta cena. Jeślibym miała drugi raz podjąć decyzje o odwiedzeniu tego miejsca, wiedząc to, co wiem teraz, to myślę, że wykreśliłabym je ze swojej listy must see i zastąpiłam innym, prawdziwym trekkingiem. Mam tylko nadzieję, że pozostałe z pięciu świętych gór taoizmu, wyglądają zupełnie inaczej i nie zostały aż tak popsute masową chińską turystyką.

maj 2017

  • Wiedzisz, ale trzeba się przekonać na własnej skórze i spróbować, aby móc wysunąć takie wnioski 🙂

    • Dokładnie, zawsze trzeba próbować, bo jak nie spróbujesz to potem żałujesz 🙂

  • Przepiękne zdjęcia i bardzo intrygujące miejsce 🙂

  • Dla mnie, jeśli coś ma w nazwie „góra”, to na pewno warto jechać 😉

  • o rany jak ja bardzo bym chciała tam pojechać 🙂

  • Jakie widoki! Zazdroszczę takich cudnych podróży 🙂

  • Katarzyna

    Wszędzie warto jechać. Rozwijać się. A szczególnie po takie widoki i zaczerpnąć tego innego świata.

  • Hania Zawisza

    Pięknie

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Przepiękne zdjęcia, chciałabym kiedyś tam zawitać 😉

  • Urszula Dębska

    Szkoda, ze stało się to takie skomercjonalizowane. Nie przepadam za tłumami na takich wycieczkach. Ale widoki naprawdę piękne.

  • Rzeczywiście mega nastawione na trzepanie $. Raz w życiu nie zawsze, więc co zobaczyłaś i doświadczyłaś, to Twoje. Tyle dobrego! Pozdrawiam!

    • Niestety w całych Chinach bilety wstępu do atrakcji turystycznych są bardzo drogie. Warto o tym wiedzieć przed wyjazdem, bo niby się jedzie do taniej Azji i wszystko tanio, a tu taka niespodzianka 🙂 Pozdrawiam

  • Kulinarna Strona Mocy

    Trochę tak wszystko biegiem, w pośpiechu, przez to, że Cię wprowadzono w błąd. Myślę, że ta atmosfera też zabrała Ci trochę radości i dołożyła się do tego, że czujesz się rozczarowana. Napina nie służy cieszeniu się widokami:)

    • Dokładnie, pospiech i dezinformacja początkowo odebrała mi dużo uroku z tej wycieczki. Na szczęście widoki mi to trochę wynagrodziły 🙂

  • Sonia Dynarska

    Nawet jak jakaś wycieczka mi nie wyszła (bo czas, bo pogoda, bo coś tam) to mówię do samej siebie: „Kurcze! Ale co moje, to moje. Nikt mi tego nie zabierze”. Dzięki temu nawet najbardziej nieudana wyprawa jest przeze mnie wspominana z uśmiechem. Szczególnie jak dzielę się nią z przyjaciółmi 🙂 Może wystarczy zmienić kąt patrzenia? 🙂

    • Dokładnie ‚co moje, to moje’, każde doświadczenie uczy nas czegoś, więc jest warte przeżycia 🙂

  • Kolejne doświadczenie do koszyka. Człowiek się uczy całe życie 🙂

    • Na tym własnie polega życie – żeby się cały czas uczyć 😉

  • Przyznam, że ta intensywna komercjalizacja zawsze mnie drażniła, z czasem już starałam się jakby jej nie dostrzegać, a cieszyć się ty, co zwiedzam, pielęgnować pozytywne doświadczenia. 🙂
    Bookendorfina

    • Nic na to nie poradzimy, że jest jak jest i nie można odbierać sobie pozytywnych wrażeń wkurzaniem się na to. Przy zwiedzaniu, tak samo jak w życiu, trzeba przyjąć świat takim jaki jest i się nim cieszyć 🙂

  • Niestety chyba wszędzie religia stała się super sposobem na szybki zysk z turystów 🙁 Mimo tego wydaje mi się, że warto takie miejsca odwiedzać.

    • Niestety masz rację, smutne, że zarabia się na religii, ale w większości są to miejsca, które zdecydowanie warto odwiedzić 🙂

      • Dokładnie, stąd z jednej strony mały foch w kierunku kupczenia religią, z drugiej co można zrobić, gdy chce się te piękne miejsca zobaczyć?