Lwów na weekend

Pani Podróżnik Lwów zwiedzanie

Lwów na weekend,
czyli trzy powody, dla których warto odwiedzić to piękne miasto

Ukraina, wielkie Państwo o dość burzliwej przeszłości, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego ostatnie dzieje. Od paru lat, sytuacja w tym kraju jest bardzo niestabilna, co powoduje, że w obawie przed niebezpieczeństwem, wielu turystów go omija. Jednak warto wiedzieć, że wojna toczy się tylko na wschodzie Ukrainy, więc Lwów i okolice należą do terenów jak najbardziej bezpiecznych. Wg mnie, jest tu zdecydowanie bardziej bezpiecznie niż w wielkich miastach Europy, gdzie zagrożenie terroryzmem jest ogromne, a tu cisza i spokój, dlatego odwiedzenie Lwowa zdecydowanie polecam.

Wizytę w mieście zaczęłam tak, jak lubię najbardziej, czyli spokojnie dozując sobie przyjemność z poznawania nowego miejsca. Wczesnym rankiem, autobusem wjechałam do Lwowa, powoli rozglądając się po okolicy. Uwielbiam ten pierwszy kontakt z miastem, gdzie dzień dopiero co się budzi, na ulicach pusto, a ja napawam się widokiem śpiących jeszcze budowli. Tu jednak było zupełnie inaczej, bo mimo iż jest sobota, godzina 7 rano, to na ulicach tłumy, osoby w różnym wieku, jedni pędzą drudzy spokojnie drepczą, zastanawiam się czy to turyści, czy może miejscowi, ale raczej ci drudzy. Jest to dla mnie duże zaskoczenie, bo już dawno nie byłam w miejscu, w którym życie zaczyna się tak wcześnie.

Lwów - Katedra św. Jury wpisana na listę UNESCO

PO PIERWSZE – ZABYTKI

Zaczynamy zwiedzanie. Na zobaczenie Lwowa mamy przeznaczony jeden cały dzień i poranek dnia drugiego. Plan jest prosty – zobaczyć jak najwięcej, a jest co oglądać. Pomimo, że muzea nie należą do najlepszych, to i tak warto je odwiedzić, ale przede wszystkim trzeba się napatrzeć na tutejszą architekturę. Żeby zobaczyć jak najwięcej i jak najlepiej poczuć klimat tego miasta, najpierw mamy zaplanowany spacer dużym kołem, omijający centrum i zahaczający najdalej zlokalizowane atrakcje, a potem skupimy się na starówce. Drugi dzień przeznaczymy na te obiekty, na które nie starczyło nam czasu dnia pierwsze.

Trasa zwiedzania:

dworzec kolejowy – tu wysiedliśmy z autobusu. Warto przyjrzeć się temu obiektowi, bo wygląda całkiem okazale.

Kościół św. Elżbiety – jest po drodze, więc wchodzimy na chwilkę, na pierwszy kontakt z tutejszą architekturą sakralną.

Katedra św. Jury – obiekt na wzgórzu, widoczny z wielu punktów miasta. Okazałe schody do niego prowadzące, potęgują niesamowite wrażenie. Katedra wpisana na listę UNESCO, zdecydowanie warta odwiedzenia.

Cytadela we Lwowie – ciekawy budynek z XIX wieku, w którym niegdyś stacjonowało austriackie wojsko, dziś zaniedbany obiekt otoczony krzakami. Niestety, żal patrzeć jak miejsce z takim potencjałem się marnuje.

Lwów - Cmentarz Łyczakowski

Cmentarz Łyczakowski – nekropolia prezentująca piękne nagrobki, wspaniałe rzeźby, a to wszystko odpowiednio skomponowane z zielenią. Częścią tego cmentarza jest Cmentarz Orląt – miejsce spoczynku młodych Polaków, którzy zginęli w obronie swoich lwowskich domów – punkt obowiązkowy do odwiedzenia.

Skansen Muzeum architektury wiejskiej – po tym obiekcie spodziewaliśmy się wiele, liczyliśmy na klimat minionych czasów, a zboczyliśmy tylko kawałek lasu, w którym co jakiś czas napotykaliśmy stary, zabytkowy domek lub świątynię. Niestety, tylko niektóre były otwarte, a większość wyglądała, jakby jeszcze nie została przygotowana do sezonu. Wyczytaliśmy, że zobaczymy tu osoby ubrane w tradycyjne ludowe stroje, grające na instrumentach lub wykonujące codzienne czynności, niestety nic takiego nie było. Sytuację uratowała pani sprzedająca miejscowe przysmaki. Jeśli masz dużo czasu, to warto przyjść do skansenu na spacer, jednak jeśli Twój grafik jest napięty, to miejsce to możesz sobie spokojnie odpuścić, zwłaszcza poza sezonem (wstęp 30 UAH).

Lwów - Skansen Muzeum architektury wiejskiej

Wysoki Zamek – schodzimy z jednego wzgórza, żeby wejść na drugie – obowiązkowe miejsce we Lwowie o czym świadczy tłum turystów, dzielnie wspinających się po schodach. Jest to podobno najlepszy punkt widokowy z którego zobaczymy całe miasto. Kiedyś stał tu zamek, rozebrany w XIX wieku przez Austriaków, praktycznie nic po nim nie zostało. Jednak, moim zdaniem, jest to miejsce must see Lwowa, przydałoby się tylko wyciąć stąd parę drzew zasłaniających starówkę.

Arsenał Królewski we Lwowie – umieszczony blisko murów obronnych służył do gromadzenia broni. Dzisiaj część z tej broni możemy obejrzeć w prowadzonym tu muzeum. Jak kogoś interesuje ta tematyka to na pewno nie zaszkodzi tu wstąpić (wstęp 20 UAH). Przed arsenałem warto pozachwycać się chwilę na typowym lwowskim targu, gdzie można znaleźć stare księgi, także w języku polskim.

Pharmacy Museum – przepiękne wnętrze, które zachwyci każdego. Kupując bilet wstępu na zaplecze, mamy rzadką okazję pooglądać dawne przybory aptekarskie i alchemiczne. Nie znam drugiego takiego miejsca, więc zdecydowanie warto je odwiedzić (wstęp 20 UAH).

Lwów - Rynek Lwowski

Lwowska rada miejska z wysokim ratuszem – budynek ogromny, dominujący na rynku. Sam rynek został zaprojektowany zgodnie z niemiecką tradycją zabudowań miejskich, a prac budowlanych dokonano z pomocą niemieckich budowniczych. Obecnie całość wpisana na listę UNESCO i wygląda całkiem przyjaźnie. Wdzięku dopełniają cztery fontanny zlokalizowane w narożach rynku, zbudowane w 1793 roku. Rynek swój urok zawdzięcza, także ciągnącej się przez niego linii tramwajowej. Pojazdy przejeżdżają tu wolno i dostojnie tworząc ciekawy klimat.

Katedra Ormiańska we Lwowie – jeden z najbardziej orientalnych budynków starego Lwowa. Bogate wnętrz koniecznie trzeba zobaczyć, warto również wstąpić tu na nabożeństwo, którego śpiewy także mogą Was zachwycić.

Prospekt Swobody – aleja spacerowa znajdująca się w miejscu gdzie kiedyś stały mury miejskie (zburzone w XIX wieku). Świetne miejsce na miłą przechadzkę.

Lwów - Opera Lwowska

Opera Lwowska – perełka architektury zarówno z zewnątrz jak i na zewnątrz. Trzeba tu przyjść i dokładnie ją obejrzeć odnajdując ślady z polskich oper. Podobno niesamowitym przeżyciem jest też odwiedzenie jej w porze spektaklu, my niestety nie mieliśmy na to czasu.

Lwowskie Muzeum Piwowarstwa – obiekt troszkę poza ścisłym centrum, szliśmy do niego licząc na degustację pysznego ukraińskiego piwa, niestety degustacji nie było a same muzeum nie zachwyciło, może dlatego, że już niejedno muzeum piwa widzieliśmy, i każde było o niebo lepsze od tego. Naszym zdaniem nie warto go odwiedzać (wstęp 50 UAH). Po drodze przechodzimy przez typowy rynek na którym można zaopatrzyć się w tanie obuwie i ubrania.

Mała przerwa na odebranie kluczy od naszego gospodarza w obiekcie mieszczącym się na samym rynku. Wieczorny widok z okien naszego pokoju na tętniącą życiem starówkę – bezcenny. Czas też na zapoznanie się z lwowskim jedzeniem, ale o tym później. Idziemy dalej.

Kaplica Boimów – charakterystyczna czarna budowla jest  tak piękna, że podczas likwidacji cmentarza którego była częścią, nikt nie miał odwagi jej zniszczyć.

bazylika Metropolitarna p.w. Wniebowzięcia NMP – świątynię zbudowano na zlecenie Kazimierza Wielkiego w XIV wieku, a szereg stylów, który reprezentuje zawdzięcza temu, że jej budowa trwała ponad 100 lat. Wnętrze bogate, w którym wiele detali może przykuć naszą uwagę

pomnik Mickiewicza – tutejszy Adaś mnie nie zachwycił, może po prostu w ostatnim czasie mam już jego przesyt.

Lwów - Muzeum Piwowarstwa

Pałac Potockich – z zewnątrz miło popatrzeć, w środku galeria sztuki, na którą akurat nie miałam ani czasu, ani ochoty.

Zakład Narodowy im. Ossolińskich – ładny budynek, wyglądający całkiem świeżo.

Muzeum Pamięci Narodowej „Więzienie przy Łęckiej” – już rano koło niego przechodziliśmy, jednak było jeszcze zamknięte, teraz mamy okazję odwiedzić jego wnętrza. Miejsce zbrodni NKWD, gdzie w 1941 funkcjonariusze w pośpiechu mordowali wszystkich więźniów. W ciągu dwóch dni zamordowali tutaj prawie 1000 osób. Drzwi wejściowe do obiektu średnio oznaczone, pan który nas przywitał też trochę nieogarnięty, a wnętrze totalnie rozczarowało. Muzeum zajmuje tylko jeden poziom, widzimy cele i pokoje przesłuchań, niestety cała ekspozycja po ukraińsku, a w anglojęzycznej ulotce możemy przeczytać, że Ukraina była pod polską okupacją, co nie brzmi najlepiej. Mimo mojego rozczarowania uważam, że przechodząc obok, warto tu na chwilę wstąpić.

Koniec dnia pierwszego, czas na rozpoczęcie kulinarnego podboju Lwowa. Dzień następny rozpoczynamy o godzinie 10 rano. Na liście mamy tylko trzy obiektu.

uniwersytet Lwowski – monumentalny budynek, sprawia całkiem ciekawe wrażenie. Do środka jednak nie udało mi się wejść, gdyż zostałam powstrzymana przez pana ochroniarza.

House of Scientists – już z zewnątrz widać, że będzie bogato. Wejście z olbrzymimi Atlantami po bokach, w środku ogromne rzeźbione schody i przestronne, bogato zdobione sale. Cały przepych dzięki właścicielom kasyna, które niegdyś się tu mieściło. Trzeba to koniecznie zobaczyć (wstęp 20 UAH).

park Kościuszki – park jak park – miły zielony akcent w centrum miasta.

Lwów - targowisko miejskie

Na tym zwiedzanie zakończyłam. Architektura rzeczywiście tutaj zachwyca, a najlepszym sposobem na jej poznanie jest nieśpieszne szwendanie się po mieście. Niestety mi, na jej podziwianie, trafiła się słaba pogoda, niebo przez większość czasu było jednolicie zaciągnięte chmurami, co zdecydowanie odebrało miastu trochę uroku, a zdjęciom wrażeń wizualnych. Jednak miasto ma potencjał, który w ogóle nie jest wykorzystany. Budynki są wyblakłe i bardzo proszą się o renowację, mam nadzieję, że kiedyś tak się stanie, a wtedy Lwów  na pewno zachwyci każdego.

PO DRUGIE – JEDZENIE

Zdecydowanie warto przyjechać do Lwowa, chociażby tylko po to  żeby się porządnie najeść, a można to zrobić za naprawdę niewielkie pieniądze w bardzo klimatycznych miejscach. W mieście jest  bardzo dużo barów i restauracji, więc na pewno znajdziemy taki, który podpasuje nam klimatem. Chcemy spędzić czas w mrocznych wnętrzach – nie ma spawy, coś bardziej eleganckiego – też bez problemu, mamy ochotę cofnąć się do minionej epoki – już się robi, czyli do wyboru do koloru. Ja dałam się porwać i chociaż już mój żołądek mówił zdecydowane nie, jadłam dalej. Moje kulinarne zwiedzanie wyglądało następująco:

Lviv Galician Cheese Cake and Struudel – podczas zwiedzania, postanowiłam skusić się na przekąskę. Wybrałam polecane przez internautów miejsce, słynące ze strudli. Wybrałam typowy strudel z szynką, kawałek nie duży, a ceny jak na lwów całkiem spore, bo mały kawałek kosztował około 50 UAH. Miejsce to mnie zawiodło, bo okazało się bardzo turystyczne, a za ten sam produkt w innych lwowskich kawiarniach, zdecydowanie bardziej klimatycznych, zapłacimy znacznie mniej, dlatego nie polecam.

Lwów - restauracja Premiera Lwowska

Premiera lwowska – po zwiedzaniu czas na konkrety. Lokal o którym przeczytaliśmy wcześniej wiele, wchodzimy, a tam bardzo staroświecko i elegancko. Spojrzeliśmy na swoje ubrania i przez chwilę, jakoś tak poczuliśmy się nie na miejscu. Schodzimy do podziemi, kelner mówi perfekcyjną polszczyzną, ceny śmiesznie niskie, bo za dwudaniowy obiad z dużym piwem, za dwie osoby zapłaciliśmy około 35zł. Jedzenie rewelacja. Ja zamówiłam barszcz ukraiński i tradycyjne pielmieni, porcja całkiem spora, wszystko smakowało tak, jak powinno. Rewelacja, koniecznie musicie odwiedzić to miejsce.

Gas Lamp – czas na następne piwko, a do niego naleśnik chlebowy z serem, ceny trochę wyższe niż poprzednio, ale także było smacznie. Lokal to bardziej pub niż restauracja, ale odwiedzamy go przede wszystkim, żeby obejrzeć jego wnętrze, a wystrój rzeczywiście zachwyca. Wielopoziomowy budynek, z małym niepozornym wejściem, w środku do dyspozycji mamy albo mroczne pomieszczenia, albo jasną górę z widokiem na okoliczne dachy. Warto wpaść tu, chociażby na jedno piwko.

Bar – ponieważ barów mamy do wyboru bezliku, na ostatnie piwo weszliśmy do pierwszego który nam się spodobał, nazwy nie pamiętam, ale też świetnie trafiliśmy. Tym razem obsługa mówiła ładnie po angielsku, dzięki czemu namówiła nas na ukraińskie zmienniczki, całkiem ciekawa sprawa.

Lwów - restauracja Puzata Chata

Puzata Chata – przed wyjazdem, żeby najeść się na drogę, wybraliśmy się do kultowej restauracji koło uniwersytetu, był to strzał w dziesiątkę. Olbrzymie pomieszczenie, podzielone na część ze stolikami i część z jedzeniem. Wchodzimy, bierzemy tackę i idziemy wzdłuż długiej lady, gdzie możemy nałożyć sobie różne przysmaki, a jest z czego wybierać. Jak już mamy co chcemy, idziemy do kasy, płacimy niewiele i jemy. Ależ to było pyszne, miałam ochotę spróbować jeszcze wielu rzeczy, ale mój żołądek niestety znowu powiedział nie. Jest to kolejny bar, który musicie odwiedzić.

PO TRZECIE – NISKIE CENY

Podróżując po świecie, na ogół jest tak, że wszystko kosztuje dużo więcej niż w Polsce, zawsze mnie to wkurza, bo muszę dobrze zaplanować wydatki i najpierw pytam o cenę, a potem ewentualnie kupuję. Tu było zupełnie inaczej. Wstępy do muzeów, jedzenie czy pamiątki, wszystko tanio, dlatego nie musisz zastanawiać się co i za ile, ale po prostu kupujesz to, na co masz ochotę. Piwo w knajpie za maksymalnie 4 zł to tutaj standard, a że niewiele jest takich miejsc w Europie to warto przyjechać tutaj, chociażby po to żeby to poczuć i pierwszy (i pewnie ostatni) raz docenić swoją walutę. Polecam

Lwów - typowa ulica we Lwowie

Zwiedzanie Lwowa, jest miłą odmianą po zwiedzaniu europejskich miast. Jest tu ładnie, tanio, smacznie i zdecydowanie nie można się nudzić. Miasto ładne i na pewno niejednego zachwyci. Warto też przed wizytą zapoznać się trochę z historią tego miejsca, która jak wiadomo z Polską ma dużo wspólnego. Podczas zwiedzania nasunęła mi się myśl, że warto tu także przyjechać po to, żeby zobaczyć jak by dzisiaj wyglądała Polska, gdyby nie weszła do Unii, czyli gdyby nie było pieniędzy na odnawianie zabytków i budowanie nowych miejsc kultury. Mam nadzieje, że Ukraina, ze swoim ogromnym potencjałem też się trochę wzbogaci, właśnie po to żeby mogła zainwestować w swoje kulturalne dziedzictwo i przyciągnąć większą liczbę zagranicznych turystów. Bo to, że Lwów wart jest odwiedzenia, nie ulega żadnej wątpliwości.

marzec 2017

  • Naprawdę dużo udało Ci się zobaczyć w tak krótkim czasie! Polecasz zostać na dłużej czy te 1,5 dnia jest wystarczające?

    • 1,5 dnia wystarczy na zobaczenie wszystkich atrakcji miasta 🙂 Jednak atmosfera Lwowa jest naprawdę fajna, więc jak zostaniesz tam troszkę dłużej to na pewno nie pożałujesz, zwłaszcza ze względów kulinarnych 😉

  • Oj kusi mnie ten Lwów, szczególnie ze względu na drugi i trzeci punkt 🙂

    • Jednak ostrzegam, że drugi punkt w połączeniu z trzecim, gwarantuje nam powrót z paroma dodatkowymi kilogramami 😉

  • Wybieram się niebawem na krótko, więc z pewnością skorzystam z Twoich praktycznych porad 🙂

  • Piękne miasto, z super kulturą. Niby tak różne od Polski a i tak podobne. Parę razu juz się do Lwowa wybierałam i za każdym razem coś stawało na przeszkodzie. Może kolejnym razem….

    • Ja też wiele razy planowałam odwiedzić Lwów i ciągle lądowałam gdzie indziej, aż powiedziałam dość, teraz Lwów i nie żałuję 🙂 Powodzenia

  • Przemek

    Bardzo powoli w mojej głowie dojrzewa pomysł aby wybrać się do Lwowa rowerem. Twój wpis jest bardzo pomocny.

    • Świetny pomysł 🙂 Ja już od dawna rowerowo planuję Kaliningrad, tylko jakoś cały czas po wizę mi nie po drodze :/

  • Kocham takie miejsca przede wszystkim z dobre jedzenie i widoki. Lwów od dawna mnie ciekawił, więc z całą pewnością w bliższej przyszłości się tam pojawię ;).

  • Czasem kupowanie jedzenia/picia tam gdzie jest tanio wzbudza we mnie podejrzenia, dlatego dobrze, że dajesz znać, że tam to norma! 😀

  • Mam Lwów w planach. Może wypali jesienią. Chciałabym bardzo, bo jest co pozwiedzać.

  • Sylwia Kolpuc

    wygląda klimatycznie, tak jakby zmiksowany skansen różnych epok, tylko że prawdziwy i żywy

  • Kajetan Sobczak

    Fajny tekst, powoli zaczynam nabierać coraz większej chęci na Lwów. 🙂

  • Lwów jest cudowny! Byłam tam niedawno, ale na pewno się jeszcze wybiorę. Wtedy Twój przewodnik będzie jak znalazł, bo wszytskiego jeszcze nie zwiedziłam (nie zjadłam :D)

    • zwłaszcza kwestia „zjadłam” jest istotna 🙂 smacznego

      • tez musze napisac post o miejscach z jedzeniem. odwiedzialam troche inne, a szczegolnie polecam Mon Pius. taka odrobine bardziej elegancka ( i drozsza), ale przepyszna.
        a z niejedzenia to wycieczke po dachach 🙂

        • Myślę, ze Lwów jeszcze kiedyś odwiedzę, więc daj znać jak napiszesz o nim jakiś smaczny post. Chętnie przeczytam 🙂