Meksykański dzień zmarłych w miasteczku Bacalar

Meksykański dzień zmarłych

Meksykański dzień zmarłych w miasteczku Bacalar

Meksykański Dzień Zmarłych jest sławny na całym świecie. Powszechnie uważa się, że wszyscy Meksykanie w tym dniu są weseli, robią liczne parady i imprezują na cmentarzach. Nie jest to jednak prawdą, gdyż jak wiecie Meksyk to ogromny kraj i jego tradycje nie wszędzie przetrwały. I tak w wielu miejscach Dzień Zmarłych jest zwykłym dniem, nieróżniącym się niczym od tego w naszym kraju. No, może z wyjątkiem pogody.

Meksykański dzień zmarłych

Gdzie najlepiej spędzić meksykański Dzień Zmarłych

Najsilniej kultywowana tradycja Dnia Zmarłych ma miejsce w miejscowości Michoacan. To tam odbywa się największa parada Catrinas i to stamtąd słychać najdonośniejsze śpiewy. Ja jednak trafiłam w zupełnie inne miejsce, do małej miejscowości Bacalar. Przez parę dni, miałam okazję obserwować, jak mieszkańcy przygotowują się do tego święta i jak je celebrują. Nie ma stąd transmisji telewizyjnych i brak też tłumu turystów, wiec wszystko jest tu całkowicie autentyczne. Uważam wiec, że taka mała społeczność z silnie kultywowanymi tradycjami jest świetnym miejscem, żeby zobaczyć, jak wygląda prawdziwy meksykański Dzień Zmarłych.

Meksykański dzień zmarłych

30 października

Już od paru dni na głównym miejskim placu można zakupić ozdoby, którymi dekoruje się domy i ołtarze. Są to najrozmaitsze kolorowe czaszki i szkielety, często wykonane z marcepanu. Do tego znajdziemy wiele innych słodkich dekoracji. Ołtarze natomiast, to niezwykle ważny element w meksykańskiej tradycji, bez którego żaden dom w te dni nie może funkcjonować. Każdy przygotowuje swój własny ołtarz, czyli bogato udekorowany stół, ozdobiony jedzeniem i świecami. Na tym stole na honorowym miejscu stawia się zdjęcie zmarłego, który jest nam bliski. Obowiązkowo obok zdjęcia trzeba postawić ulubione jego przysmaki. Jeśli np. uwielbiał kiełbasę, ołtarz dekoruje się kiełbasą, jeśli bigos, to trzeba mu go ugotować, jeśli natomiast była to tequila i papierosy, to właśnie te przedmiotu muszą się znaleźne na jego ołtarzu.

Meksykański dzień zmarłych

Na targu można też zakupić tradycyjny chlebek Dnia Zmarłych, którego także nie może w tym dniu zabraknąć w żadnym domu. Jest to zwykła, lekko słodka bułka, jak dla mnie niewyróżniająca się żadnym szczególnym smakiem, jednak Meksykanie ją uwielbiają.

31 października

Wieczorem na głównym placu urządzono konkurs ołtarzów. Wiele osób, firm i instytucji przygotowało takowe, przy okazji reklamując swoje produkty (głównie turystyczne). Jednak nie to było najważniejszą atrakcją tego wieczoru. W małych miejscowościach typu Bacalar, wciąż kultywowana jest tradycja dzielenia się jedzeniem. Przy ważniejszych datach, taki targ jedzenia urządza się na głównych placach, gdzie mieszkańcy mogą się spotkać i wspólnie miło spędzić czas. Wiele osób wspólnie przygotowało całe gary z jedzeniem, tak żeby nie zabrakło go dla nikogo. Dosłownie każdy mógł spróbować wszystkiego i to za darmo, co w dzisiejszych czasach nie jest zbyt popularne.

Meksykański dzień zmarłych

Do wyboru były tradycyjne potrawy meksykańskiego Dnia Zmarłych. Najpopularniejsza z nich to Mukbil Pollo, czyli wielki, chrupiący pieróg, wypleniony kurczakiem oraz przygotowany w specjalnych podziemnych piecach. Dalej skosztowałam znanego mi już wcześniej Taco de Relleno Negro, czyli placka kukurydzianko wypełnionego mięsem w czarnym sosie. Sos jest czarny dzięki specjalnej mieszaninie z papryczkami chili zwanej chilmole. Smakuje super. Następnie było Queso Relleno, czyli jedna z moich ulubionych meksykańskich potraw. Mięso mielone wymieszane z roztopionym serem, niebo w gębie.

Meksykański dzień zmarłych

Gdy przyszedł czas na deser, z zaciekawieniem spróbowałam Dulce de Calabaza, czyli karmelizowanych dyń. To zdecydowanie nie przypadło mi do gustu. Generalnie nie rozumiem zamiłowania Meksykanów do robienia słodkich wyrobów z dyni (typu dżem). Dla mnie ma to tylko smak cukru, a dynię powinno się jeść z piekarnika dobrze posoloną. Żeby zabić smak po Dulce de Calabeza, skusiłam się jeszcze na Champurrado, czyli słodki i ciepły czekoladowy napój z kukurydzy. Smakował trochę jak budyń czekoladowy. Było mi po tym wszystkim ciężko na żołądku, jednak przecież spróbować trzeba wszystkiego, prawda?

1 listopada

Ten dzień w Bacalar był całkiem spokojny. Po południu można było spotkać na cmentarzu osoby czyszczące pomniki i przygotowujące je na jutrzejszy dzień zmarłych. Koło cmentarza zrobiono także małe kino, w którym puszczono Disnejowską bajkę, opowiadającą właśnie o Dniu Zmarłych. Niestety komary nie za bardzo pozwalały cieszyć się kinowymi atrakcjami, wiec ludzie szybko się rozeszli.

Meksykański dzień zmarłych

2 listopada

Nadszedł w końcu Dzień Zmarłych, który jest dniem bardzo rodzinnym. Ludzie spędzają go w domach z rodziną przy ołtarzykach ze zdjęciem zmarłego. Po południu natomiast leniwie udają się na cmentarze, gdzie na nagrobkach konsumują przyniesione jedzenie i picie. Nie brakuje także trunków alkoholowych. Wszyscy generalnie są w dobrych humorach, jednak nie jest to wielka impreza, jak to sobie wcześniej wyobrażałam, czytając internetowe relacje. W Bacalar było cicho i skromnie.

Meksykański dzień zmarłych

Wieczorem odbyła się wyczekiwana przeze mnie parada Catrinas. Catrina w języku meksykańskim oznacza piękną osobę i właśnie tak Meksykanie za pomocą Catrinas pragną przedstawić śmierć. Kobiety malują sobie skórę na biało, do tego domalowując czarne koła wokół oczu i wąskie czarne kreski zamiast ust. Mają dosłownie wyglądać jak szkielety. Do tego jednak domalowuje się najrozmaitsze kolorowe wzory, które tę śmierć upiększają. Stroje są eleganckie i uroczyste. Oczywiście w mieście nie brakuje też osób, które z braku umiejętności plastycznych wyglądają jak pandy, jednak te profesjonalnie umalowane i przygotowane Catriny są po prostu piękne. Zdecydowanie warto je zobaczyć.

listopad 2018

 

A może chcesz zobaczyć moją dziesięciomiesięczną przygodę z Ameryką Południową? Jeśli tak, kliknij TUTAJ. Gwarantuję, że warto.