Najwyżej na świecie położone jezioro Titicaca i jego tajemnice

Copacabana i jezioro Titicaca

Najwyżej na świecie położone jezioro Titicaca i jego tajemnice

Jezioro Titicaca jest przepiękne bez dwóch zdań, jednak to, co sprawia, że jest tu tak cudownie, to otaczające je lądy i wyspy. I tak, jak za turystycznymi miejscowościami nie przepadam, tak w Copacabanie zakochałam się od razu. Po wszystkich tych dużych boliwijskich miastach, gdzie w dzień i w nocy panował gwar i hałas, w końcu trafiłam do raju. W końcu też mogłam usłyszeć własne myśli, a było ich całkiem sporo. Copacabana to moja ostatnia miejscowość w Boliwii, cały czas w stosunku do tego kraju mam jednak mieszane uczucia. Z jednej strony poznałam fajnych ludzi, piękne miejsca i niesamowite jedzenie. Jednak z drugiej strony poznałam też beznadziejnych ludzi, niemiłych, niegrzecznych i na każdym kroku kłamiących. Cały czas walka w moim sercu trwa, czy też lubię Boliwię, czy jednak nie.

Copacabana i jezioro Titicaca

Jak to się jedzie do Copacabana

Do Copacabana przyjechałam porannym autobusem z La Paz. Po licznych przebojach, m.in. blokadach na drogach w końcu tam dojechałam. Tak moi drodzy, takie blokady przez miejscową ludność to coś całkiem tu normalnego i w sumie to się im nie dziwie, bo taki wielki autobus zamiast zapłacić za porządną drogę, tłucze się po jakiś piaszczystych przedmieściach, tuż przed oknami ich mieszkańców. Jednak co ja, zwykły pasażer mam z tym wspólnego? No niby nic, ale czekać trzeba. Kolejny konflikt to ten na promie, gdyż żeby dostać się do Copacabany, takowy trzeba zaliczyć. Jednak pasażerowie nie mogą zrobić tego w autobusie, gdyż autobus ma swój prom, a my grzecznie idziemy zapłacić 2 boliwiany żeby skorzystać z innego środka transportu. No cóż, nie mnie wnikać w boliwijską politykę.

Atrakcje turysrtyczne Copacabany

Miasteczko jest po prostu cudowne. Ten spokój bijący z każdej strony. Nawet na głównej turystycznej ulicy nikt nie krzyczy, żeby coś od niego kupić. Jednak ceny, np. produktów w sklepach, powalają. Prawie dwukrotnie tyle co w La Paz, niesamowita różnica. Jednak skupmy się na tym, co jest tu wspaniałe. Po pierwsze punkt widokowy o nazwie El Sapo, Widok nieziemski. Możemy zobaczyć całe miasto, zatokę i pobliskie wzgórza. No i ta cisza. Oprócz mnie na górze spotkałam tylko trzy osoby, jednak bez problemu znalazłam dla siebie zaciszne miejsce na chwilę kontemplacji. Oj tak, w takich miejscach można poczuć się jak w raju. Po drodze na punkt widokowy mijamy także Inti Watana – Horca del Inca. To akurat nic ciekawego, ale zobaczyć można.

Copacabana i jezioro Titicaca

Drugim ważnym miejscem jest Cerro Calvario, czyli droga krzyżowa usytuowana na wzgórzu. Stąd również widoki niesamowite i jest to także świetne miejsce na chwilę kontemplacji. Tu jednak już trochę brudno i o dziwo pojawiło się dużo śmieci, czego w takim miejscu bym się nie spodziewała.
Po kalwarii została mi do obejrzenia ostatnia tutejsza atrakcja turystyczna – Intikala – Asiento del Inca. Nawet nie wiecie, jak bardzo żałowałam, że tam poszłam. Zamiast czegokolwiek związanego z inkaską kulturą, zobaczyłam tylko tonę śmieci i jakąś parkę całująca się w krzakach (wśród tych śmieci). Totalna masakra, w ogóle nie wiem, jak takie coś można umieszczać na turystycznej mapie.

Copacabana i jezioro Titicaca

Zniesmaczona postanowiłam jeszcze odwiedzić takie miejsca jak Basilica Virgen de CopacabanaMercado Modelo. Są to punkty obowiązkowe w mieście i rzeczywiście warte zobaczenia.

Turysto, targuj się

Na koniec pozostał mi spacer po biurach podroży, gdyż po pierwsze musiałam znaleźć wycieczkę na jutro, a po drugie bilet na autobus do Puno, także na jutro. Oczywiście wszędzie inna cena i wszędzie negocjacje kończyły się też na innych wartościach. Pozostało jeszcze pytanie, czy na wyspie chcę przenocować, czy tego samego dnia wracać. Decyzja nie była łatwa, jednak z oszczędności wybrałam opcję jednodniową. Jak się potem okazało, bardzo dobrze zrobiłam, gdyż północna część wyspy – ta ciekawsza, jest zamknięta z powodu strajków. O co Ci tym razem strajkują nie wiem, wiem jednak że nikogo na swoje terytorium od roku nie wpuszczają.

Isla de la Luna

O 8 rano stawiłam się w porcie przed małą łódką. Było przeraźliwie zimno, jednak słoneczko powoli zaczęło wychodzić. I tak pierwszy przystanek, po prawie dwugodzinnym rejsie znajdował się na Wyspie Księżycowej. Znajdziemy tam ładne ruinki o nazwie Palacio de las Virgenes del Sol i świetny punkt widokowy. Oczywiście wdrapanie się na niego przy tej wysokości kosztuje sporo wysiłku. Tak jak wszystkie górki, te w Copacabanie i na Isla del Sol także, gdyż wysokość oscyluje tu około 4 tys. m n.p.m. Widok na jezioro Titicaca wynagradza trudy wędrówki i mimo tłumu turystów czułam się tu całkiem miło.

Copacabana i jezioro Titicaca

Isla del Sol

Po malutkiej Isla de la Luna, przyszedł czas na sławną i znacznie większą Isla del Sol. I tu pierwsze boliwijskie kłamstewka, gdyż jej właściwa nazwa brzmi zupełnie inaczej. Druga spraw to ilość czasu jaką mieliśmy tam spędzić. Do wyboru mamy godzinę i czterdzieści minut na wyspie, gdzie wysiadka jest w porcie z którego na najbliższy punkt widokowy jest ponad godzina. Druga opcja to dodatkowa opłata za przewodnika dzięki czemu łódka dowiezie nas na drugą stronę wyspy i w spokoju będziemy mogli przejść wszystkie główne jej atrakcje. Byłam zła, gdyż nikt mi o dodatkowych wydatkach wcześniej nie wspomniał, a nie po to tu przyjechałam, żeby siedzieć w porcie, Po chwili namysłu i ostrym targowaniu się, zdecydowałam się na przewodnika. Wyszło tak, że nie zapłaciłam nic a jeszcze zarobiłam trzydzieści boliwiano, ale o tym innym razem. Jak to mówią, dobrym ludziom dobrze w życiu, co nie?

Copacabana i jezioro Titicaca

W mojej opinii, na wyspie nie ma nic szczególnego, oprócz oczywiście całej masy pensjonatów i restauracji. Przewodnik też niczego nadzwyczajnego nam nie pokazał, jednak spacer po tej rajskiej wyspie jest wyjątkowy. Nie ma tu samochodów, tłumów i hałasu. Wszytko jest spokojne i bardzo relaksacyjne. A do tego te przecudne widoki. Trochę żałowałam, że nie zostaję na noc i nie mogę udać się na samotną tułaczkę po wyspie. Na pewno wprowadziło by to większy spokój w moim sercu i duszy. Może innym razem, gdy dostępna będzie część północna, podobno ta piękniejsza.

Sielskie życie nad jeziorem Titicaca

I tak moi drodzy, polecam wam Copacabanę i atrakcje jeziora Titicaca z czystym sumieniem. Jest to niesamowite miejsce by odetchnąć i zaczerpnąć trochę świeżej energii. A przecież nie ma lepszego miejsca na taki relaks, jak to z cudownymi widokami. No cóż, że turystycznie i wszystko drogo, na to także można się przecież przygotować, a co najważniejsze, za rozbicie namiotu na wyspie płacić nie trzeba. Ostrzegam jednak, że w nocy jest przeraźliwie zimno. Cieszę się, że Boliwię pożegnałam właśnie w ten sposób, gdyż to miejsce, zawsze będę wspominać miło i spokojnie.

kwiecień 2018

 

Chcesz zobaczyć całą moją dotychczasową przygodę z Ameryką Południową? Jeśli tak, kliknij tutaj. Gwarantuję, że warto.