Okolice meksykańskiego San Cristobal de las Casas

Okolice meksykańskiego San Cristobal de las Casas

Okolice meksykańskiego San Cristobal de las Casas

San Cristobal de las Casas to piękne meksykańskie miasto, które zdecydowanie zachwyci każdego. Ma ono burzliwą historię, ciekawe zaplecze gastronomiczne, jak i bogate rdzenne tradycje. Jednak samo San Cristobal to nie wszystko, gdyż wokół niego także znajdziemy wiele niezwykłych miejsc, które będąc w okolicy, koniecznie trzeba odwiedzić. Mowa tu o pobliskich miasteczkach, z których każde przedstawia swoją ciekawą historię i prezentuje nam zupełnie inną stronę Meksyku.

Okolice meksykańskiego San Cristobal de las Casas

Okolice meksykańskiego San Cristobal de las Casas
Oventik

Emiliano Zapata to meksykański rewolucjonista, a ludzie, którym przewodził, chłopscy rewolucjoniści nazwali się Zapatystami. Ejército Zapatista de Liberación Nacional to ruch rewolucyjny początkowo powstały w celu obrony interesów rdzennych mieszkańców Meksyku. W 1994 roku Zapatyści zajęli ważniejsze miasta stanu Chiapas. Mimo iż szybko zostali stamtąd wyparci, losy tych miast, m.in. znanego z pięknej architektury San Cristobal, były niespokojne i burzliwe przez następnych parę lat. Mieszkańcy przez prawie dwa lata siedzieli pozamykani w domach, w obawie zarówno przed wojskiem kierowanym przez rząd kraju, jak i przed Zapatystami. Potem były negocjacje, porozumienia, dalsze walki, a nawet masakra cywilnej ludności.

Okolice meksykańskiego San Cristobal de las Casas

Sytuacja nadal nie jest do końca jasna, jednak w 2001 Zapatyści utworzyli strefy autonomiczne, które przez rząd kraju zostały uznane. Caracoles, czyli w języku polskim ślimaki, są to małe miasteczka w większości zamknięte, gdzie żaden obcy nie ma prawa wstępu. Są jednak wyjątki, gdzie za specjalnym pozwoleniem można przejść się przez wioskę Zapatystów i choć trochę zobaczyć jak żyją teraz. Takim właśnie wyjątkiem jest Oventik.

Pozwolą mi wejść, czy nie pozwolą?

Gdy przybyłam na miejsce, pani w chustce zasłaniającej pół twarzy niezbyt miłym tonem zapytała, czego chcę. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że wioskę chciałabym odwiedzić, poznać i dowiedzieć się czegoś na jej temat. Przyszedł więc jakiś pan, ten już był milszy i grzecznie mnie o wszystko wypytał. Imię, nazwisko, profesja i cel wizyty. Gdy już to wszystko zapisał, poszedł zapytać kogoś ważniejszego, czy może mnie wpuścić. Wrócił po około pół godzinie z tak zwanym przewodnikiem, który po Oventik miał mnie oprowadzić.

Okolice meksykańskiego San Cristobal de las Casas

Mogłam nawet robić tam zdjęcia, ale tylko te nieujmujące ludzi. Szkoda, bo mieszkańcy Caracoles zdecydowanie są warci uwagi. Obok pań w tradycyjnych rdzennych strojach, znajdują tam się osoby w typowych strojach Zapatystów. Jest to niezwykłe połączenie, które na pewno warto zobaczyć. Samo miejsce jest niewielkie, mamy tu jednak szkołę z własnym programem nauczania, jak i wiele miejsc spotkań oraz parę oficjalnych budynków. Wszystko pięknie ozdobione muralami, przedstawiającymi głównie postacie rewolucjonistów, jak i liczne hasła zarówno w języku hiszpańskim, jak i ichniejszym. Wizyta ta była niezwykle ciekawa, niestety od mojego przewodnika nie udało mi się niczego nowego dowiedzieć, gdyż na wszystkie moje pytania odpowiadał – nie wiem. Uważam jednak, że i tak miałam szczęście, że do wioski zostałam wpuszczona, co wielu osobom niestety nie jest dane.

San Andres Larrainzar

Jedno z miejsc, gdzie około 98% ludności to rdzenni mieszkańcy. Są to potomkowie Majów z grupy etnicznej Tzotzil. Na targu można od nich zakupić najróżniejsze produkty spożywcze, a liczne tutejsze sklepy podobno zaopatrują wiele okolicznych miejscowości. W miasteczku San Andres niby nic ciekawego nie znajdziemy. Jest kościół, plac i ładne widoki, to jednak co najważniejsze tutaj, to typowe leniwe życie mieszkańców Chiapas, bez turystów i wszystkiego, co z tym związane.

Okolice meksykańskiego San Cristobal de las Casas

San Juan Chamula

Niezwykła kultura i pre hiszpańskie zwyczaje to właśnie dla nich warto odwiedzić to miejsce. Chamula to nazwa używana do określania różnych etnicznych grup Majów zamieszkujących wyżyny Chiapas (Tzotzil, Tzeltal, Mame, Tojolabal, Choles). Wniknąć w strukturę tego miejsca i zapoznać się z jego zwyczajami, nie jest jednak łatwo. Społeczność jest zamknięta i niechętnie dzieli się swoimi tradycjami. Mówi się także, że w mieście jest wielu czarowników, którzy wciąż aktywnie działają, lecząc ludzi lub wręcz przeciwnie, rzucając na nich klątwy. Tak więc prawdziwe życie San Juan Chamula dla większości turystów na zawsze pozostanie tajemnicą.

Okolice meksykańskiego San Cristobal de las Casas

To jednak, po co licznie przybywają tu wycieczki to kościół. Kolonialna świątynia o białych ścianach zarówno wewnątrz, jak i z zewnątrz. Brak tu jednak tradycyjnych ławek, podłoga natomiast wyłożona jest suchymi wiórami drzewa sosnowego, na którym wierni siedzą lub klęczą. Szczerze powiedziawszy wewnątrz zamiast gorliwie modlących się, widziałam tylko grupki siedzące w kółkach, zajadające coś i popijające Coca-Colę. Wokół nich pełno było kolorowych świec, a mroczna atmosfera sprawiała niezwykle tajemnicze wrażenie. San Juan Chamula to miejsce, które po prostu trzeba odwiedzić, jednak zdecydowanie dobrze jest wcześniej znać jego historię. Wszystkie legendy, jak i wiedza na temat zwyczajów mieszkańców tego miejsca, czyni je niezwykle magicznym i tajemniczym.

Zinacantan

Miasteczko małe i niepozorne, jednak mimo tego bardzo turystyczne. To właśnie tu przybywają tłumy, żeby zakupić ręcznie wykonane szale, stroje i inne przedmioty ozdobione wzorem typowym dla danego regionu. Jeśli jesteście zainteresowani miejscowym rękodziełem, tego miejsca nie możecie ominąć.

Okolice meksykańskiego San Cristobal de las Casas

Wymieniłam tu cztery, wg mnie najciekawsze z okolicznych miasteczek. Każde inne, lecz wszystkie niezwykle interesujące. Na ich zobaczenie wystarczy jeden cały dzień, jednak jeżeli jest do dyspozycji więcej czasu, myślę, że warto poszukać innych, nieznanych w świecie turystycznym miejsc, a na pewno odkryje się coś ciekawego.

wrzesień 2018

 

A może chcesz zobaczyć moją przygodę z Ameryką Południową? Jeśli tak, kliknij tutaj. Gwarantuję, że warto.