Pandy wielkie w Chinach, tylko w Chengdu

Pandy wielkie w Chinach

Pandy wielkie w Chinach, tylko w Chengdu

Pandy wielkie w Chinach, tylko w Chengdu – tak mówili, więc pojechałam i tam. Po dwudziestu godzinach na twardych siedzeniach w powolnym chińskim pociągu oraz dalszych zawirowaniach transportowych o których możecie przeczytać w tekście Dazu, czy daleko jeszcze?, dotarłam w końcu do Chengdu. Nowoczesna stolica prowincji Syczuan zachowała ducha historii. Ciekawa architektura i wszechobecny klimat picia herbaty (najlepiej przy partyjce kart) widoczny jest na każdym kroku. O znaczeniu miasta w historii Chin świadczy też fakt, że tu właśnie w X wieku wprowadzono do obiegu papierowy pieniądz. Do miasta dotarłam późnym wieczorem. Szybko ogarnęłam metro, które nie dość że jest całkiem rozwinięte, to stale i tak poszerza swoją ofertę. Nic dziwnego, bo stacje i wagony są, lekko mówiąc, przepełnione Chińczykami.

Pandy wielkie w Chinach

Pandy wielkie w Chinach

To właśnie była pierwsza atrakcja do jakiej udałam się rano. Naukowa Stacja Hodowli Pandy Wielkiej prezentuje wolno żyjące Pandy, na dość sporym zielonym terenie. Drewniane kładki, pozwalają przechadzać się po nim, tuż obok tych słodkich miśków. W każdym przewodniku napisano, że są to leniwe zwierzątka i trzeba zjawić się tu wcześnie rano, żeby je móc w ogóle zobaczyć. Byłam przed ósmą, a ze mną tłum chińskich turystów (w ich przewodnikach pewnie piszą tak samo). Jest to pierwsze miejsce w Chinach, gdzie nie byłam jedyną białą zwiedzającą, oni jednak, na ogół na zorganizowanych wycieczkach. Ja przyjechałam metrem, do stacji, której nazwa jednoznacznie informuje gdzie trafiłam. Potem czekał już na mnie bezpłatny autobus, od razu do Pandy Wielkiej, a na dodatek mogłam w nim kupić bilet wstępu. Na powrocie nie było już tak kolorowo. Bo dojazdowym autobusem wracać nie mogła, na szczęcie Pani reklamująca go, mówiła trochę po angielsku i chciała sobie poćwiczyć ten język, więc wskazała mi miejski autobus, którym dojechałam z powrotem na metro.

Pandy wielkie w Chinach

Pandy Wielkie w Chinach zaliczone. Widziałam ich całkiem sporo. Większość jadła lub leniwie leżała w bardzo relaksacyjnych pozycjach (takich, których nam nie wypada przyjmować mając gości). Jeżeli tak wygląda ich największa aktywność, to nie chcę wiedzieć jak leniwe są w dalszej części dnia.

Leshan – Budda jest górą, góra jest Buddą

Wielki Budda w Leshan w Chinach

Wielki Budda w Leshan, to obowiązkowy punkt do zobaczenia w Chinach. To właśnie z Chengdu masz do niego rzut beret, więc warto go teraz odwiedzić. O moich wrażeniach z Leshan przeczytajcie w relacji z Leshan.

Chengdu, wielkie chińskie miasto

Po całym dniu obcowania z metrem, dworcami autobusowymi i kolejowymi, czas zobaczyć samo miasto. Do tej pory, jedyne co, oprócz komunikacji publicznej, udało mi się zaobserwować to jedzenie. Zacznę od moich ulubionych pierożków Dim Sum, bardzo tanio można się nimi najeść do syta. Nie mogę też wyjść z podziwu, jak świetnie Chińczycy przygotowują tofu. W każdej postaci jest wyśmienite. W Chengdu, trafiłam na bardzo ostrą zupę, taki rosół tylko ciemny i mega wypalający przełyk. W nim pływało właśnie tofu, które świetnie się z nim komponowało. Tofu sprawdza się też na patyku, obok innych szaszłyków warzywnych lub mięsnych. Te mięsne, moim zdaniem, nie są rewelacyjne, bo gumowate i z chrząstkami, dlatego tofu nad nimi zdecydowanie góruje.

zwiedzanie Chengdu w Chinach

Herbatka przez cały dzień

W centrum Chengdu nie myślałam jednak o jedzeniu, gdyż mój umysł zaprzątała herbata. Jest ona symbolem tego miejsca. Przed niektórymi knajpkami lub na ulicznych ławkach widziałam już nie raz grupkę ludzi, zacięcie grającą w karty lub w jakąś chińską grę. Za każdym razem, każdy z uczestników gry lub z jej obserwatorów, miał przy sobie herbatę. Starsi ludzie pili ją ze szklanek, młodsi natomiast z bidonów. Cóż, każdy wiek ma swoje prawa, ale herbata jest tylko jedna. I dziś właśnie będę polować na najlepsze miejsce (ze względów kulturalnych i historycznych) do jej wypicia.

Chińska tradycja picia herbaty w Chengdu

Tym miejscem jest miejski Park Renmin. Większość alejek, całkowicie zastawiona jest stolikami, pomiędzy którymi manewrują panie kelnerki sprzedające gościom herbatę i coś do jedzenie. Każdy, kto chce usiąść, a wolnych miejsc jak na lekarstwo, obowiązkowo musi zakupić jedna herbatę. Zasada, jedno krzesło – jedna herbata jest nieubłagalna. Herbat do wyboru do koloru i nawet menu po angielsku, szok.  Ceny, jak na chińskie standardy wygórowane (od 8 do 20zł), ale widać nikomu to nie przeszkadza. Pani stawia przed nami szklankę, bądź filiżankę, z jednorazowej torebki wsypuje do niej zawartość. Następnie zalewa odrobina wody i przykrywa. Do tego dostajemy duży termos z gorącą wodą, której dolewamy sobie, kiedy tylko chcemy. Jedzenie, większość zebranych przynosi swoje. Odbywają się tu prawdziwe pikniki rodzinne. Generalnie, jak ktoś zajmie już swoje krzesło i dostanie herbatę, to siedzi przy niej cały dzień.

Chińskim zwyczajem

Część osób śpi sobie w najlepsze, nie przejmując się obecnym tłumem, inni rozbawieni grają w karty lub chiński mahjong. Większość jednak rozmawia i cieszy się jedzeniem, robiąc wokół siebie standardowy chiński syf. Nigdy tego nie zrozumiem. Jak można, wszystko rzucać na ziemie i to nie ważne, czy są to łupiny, obierki, papierki czy resztki jedzenia.  Wszystko ląduje na podłodze, tak, że przy przechodzeniu między stolikami, ciężko kroczyć po czystym terenie. Do tego te charczenie i spluwanie – istna ohyda. Ja moją herbatką za długo się nie nacieszyłam (trzy zalania), bo jakoś tak, nie czułam się komfortowo wśród ogarniających mnie ludzi. Owszem, wszyscy czysto, odświętnie ubrani, ale tacy trochę odpychający. Wyobraźcie sobie, że siedzę sobie i piję w najlepsze, a tu nagle do pana koło mnie podchodzi mężczyzna i zaczyna mu czyścić uszy. Prawdziwy profesjonalista, ma czołówkę, dziwne narzędzia, jakieś dzwoneczki i grzebie mu w tym uchu. I jak tu spokojnie delektować się herbatą? Dziwny naród.

Chińska tradycja picia herbaty w Chengdu i czyściciel uszu

Co jeszcze w Chengdu?

Poza Pandami i Parkiem Renmin, wiele atrakcji w Chengdu nie ma. Z najważniejszych należy wymienić Pałac Qingyang, strzechę Du Fu, świątynię Wuhou i świątynię Wenshu. Wszystkie te miejsca, to kompleksy świątyń, odgrywające ważną rolę w historii tego miasta. Każde ładne, przestronne i bardzo dobrze zagospodarowane. Na ich zwiedzanie należy przeznaczyć sporo czasu i pieniędzy. Po pierwsze, są one od siebie znacznie oddalone, dlatego najłatwiej przemieszczać się pomiędzy nimi metrem. Po drugie, tam gdzie trzeba kupić bilet (jak wszędzie w Chinach, wejściówki masakrycznie drogie), ustawiają się długie kolejki w których trzeba swoje odstać. Czy warto je wszystkie zobaczyć? Moim zdaniem nie. Trochę świątyń się już w Chinach naoglądałam i jako nie znawca, widzę między nimi różnice, ale nie czuję potrzeby dokładnego kontemplowania każdego detalu, więc część mogę sobie odpuścić. Tu też uwaga na bazarki przyświątynne, gdzie można kupić wiele pamiątek. Ceny zabójcze. Za bransoletkę, którą dzień wcześniej kupiłam za 8 CNY, tu pani chciała ode mnie 80. Potem zeszła do 20, ale to i tak mnie nie satysfakcjonowało.

Atrakcje turystyczne Chengdu w Chinach

Miasto Chengdu mnie nie zachwyciło. Wszędzie daleko, przez co wiele czasu trzeba spędzić w metrze. Świątynie ładne, jak wszędzie, ale tu dodatkowo płatne. Jednak przyjechać trzeba, chociażby żeby zobaczyć Pandę Wielką i napić się herbaty. Chendgu jest też miejscem wypadowym do takich znanych atrakcji turystycznych jak Wielki Budda w Leshan, czy kamienne posągi w Dazu. Dlatego właśnie będąc w Chinach, Chengdu powinno znaleźć się na Waszej liście miejsc noclegowych. No i pierożki Dim Sum, które zastąpią Wam każde śniadanie, także traktujcie, jako punkt obowiązkowy.

kwiecień 2017