Piaskowe wydmy Huacachina, wino i dzieciaki z pistoletami

Piaskowe wydmy Huacachina

Piaskowe wydmy Huacachina, wino i dzieciaki z pistoletami

Piaskowe wydmy Huacachina, to cel podróżnych z całego świata. Wszyscy pragną zobaczyć oazę Ameryki, czyli małe jeziorko otoczone hotelikami i restauracjami, usytuowane pośród piaskowych wydm. Już samo miejsce jest niesamowite, a gdy dodamy do tego Sandboarding, czyli zjazdy na desce z wielkich piaskowych gór, mamy komplet. Piękny widok i dreszczyk adrenaliny tworzą pożądaną całość.

Huacachina – informacje praktyczne

Piaskowe wydmy Huacachina znajdują się przy miejscowości Ica. Żeby się do nich dostać wystarczy miejski autobus, krótki spacer i już jesteśmy w innym świecie. Na miejscu możemy sami wspiąć się na jedną z tutejszych górek, co przy tonach przesypującego się piasku wcale nie należy do najłatwiejszych. Do tego palące słońce i parzący piasek skutecznie utrudniają wspinaczkę. Od razu powiem, że wejście bez butów, tak jak mamy w zwyczaju chodzić po naszych plażach, tutaj jest niemożliwe. Gdy już osiągniemy paskową grań polecam przyjemny nią spacer. Oaza z góry wygląda niesamowicie, a w tle zobaczymy odległe miasto.

Piaskowe wydmy Huacachina

Gdy spacer to dla nas za mało, możemy spróbować swoich sił przy zjazdach na desce. Deskę, bez problemu wypożyczymy w oazie. W oazie możemy też wynająć małe samochodziki, które zabiorą nas na dalszą wycieczkę po pustyni. I tu także dostępne są opcje z sandboardingiem lub bez.

Moje wrażenia z Huacachina

Na oazę poświęciłam tylko pół dnia. Wstępnie planowałam nocleg w namiocie na piaskowych wydmach, jednak okazało się, że od paru lat nie jest on już dozwolony. Sama oaza to miejsce mega turystyczne z cenami dużo wyższymi niż w pobliskiej Ica, dlatego jakoś nie uśmiechało mi się zostanie tam na noc. Sandboarding też szczególnie mnie nie kręci, więc z wycieczki zrezygnowałam. Zadowoliłam się spacerami po okolicznych wzgórzach otaczających oazę i to, już samo w sobie było bardzo ciekawym przeżyciem. Nigdy w takim miejscu wcześniej nie byłam, więc na widok piaskowych gór oniemiałam z zachwytu.

Piaskowe wydmy Huacachina

Co trzeba zobaczyć w Ica

Szczerze mówiąc to w Ica nic konkretnego zobaczyć nie trzeba. Same miasto jest nieciekawe i tak naprawdę odwiedza się je tylko przy okazji wizyty na piaskowych wydmach Huacachina. Jednak jak już się tu jest, to coś tam można odwiedzić.

  • La Bruja de Cachiche – Mały parczek z pomnikiem czarownicy, upamiętniającym dawne, dziwne zdarzenia, które miały tu miejsce. Dodatkowo możemy spotkać tu najróżniejsze wróżki i uzdrowicieli.
  • La Palmera de Siete Cabezas – Olbrzymie drzewo, które z niewiadomych przyczyn wyrosło formując niesamowite kształty. Wg niektórych przypominają one siedem głów i stąd nazwa tego miejsca.
  • Basque de Piedras – Dosyć ciekawe miejsce. Na płaskim terenie znajdują się kamienne góry tworzące interesujące formacje. Wizyty tam jednak nie polecam. Dojeżdżamy dość blisko najpierw autobusem miejskim, następne kilkaset metrów musimy podjechać mototaxi. Gdy zatrzymywałam te małe taksówki, wszyscy twierdzili, że mogą mnie tam zawieść, lecz poczekać chwilę, żebym mogła obejrzeć atrakcję to nawet za dodatkową opłata nie chcieli. W końcu czwarte zatrzymane auto się nade mną zlitowało. Okazało się, że dzielnica ta jest niezwykle niebezpieczna i to do tego stopnia, że co chwilę znajdują tam jakieś trupy. Gdy wracałam, zobaczyłam trzech młodych chłopaków kopiących piłkę, tak na oko mieli może z 14 lat. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że dwóch z nich miało w ręku broń. I to taką całkowicie prawdziwą, co potwierdził także mój kierowca. Wtedy rzeczywiście się trochę przestraszyłam, i uwierzyłam, że zabija się tu wszystkich obcych.

Piaskowe wydmy Huacachina

Wino, Pisco i Bodegi

Oprócz tych wymuszonych, wyżej wymienionych pseudo atrakcji turystycznych, jest coś co w Ica warto zobaczyć. Na północy miasta zlokalizowanych jest całkiem sporo miejsc, w których produkuje się najpopularniejszy napój w kraju, czyli Pisco. W każdym z tych miejsc, możemy zobaczyć trochę na temat produkcji, jednak przede wszystkim możemy skosztować produkowanych tam trunków. Próbujemy oczywiście Pisco, które samo w sobie nie zachwyca, jednak likiery na bazie tego produktu należą do całkiem smacznych. Dodatkowo wytwarza się tu najlepsze peruwiańskie wina, których także dane mi było spróbować. Niestety te, totalnie nie trafiły w moje gusta. Zarówno w Peru, jak i w Boliwii win wytrawnych nie ma. Nawet te półwytrawne wg mnie są słodkie, jednak takie mają tu one być. Peruwiańczycy zachwycają się swoimi winami i uważają je za wspaniałe. Jeśli ktoś lubi słodkie wina, też zachwycony będzie. Jednak jeśli tak jak ja, wolicie chilijskie i argentyńskie trunki, peruwiańskie wina nie spełnią waszych oczekiwań. Mimo to, winnice w Ica odwiedzić warto. Degustacja jest ciekawie przeprowadzona nawet z lekką z nutą historii w tle. Na dodatek można zakupić butelkę tutejszego trunku po naprawdę korzystnej cenie. Ja odwiedziłam dwie bodegi i obie mogę polecić: El Catador i Badega Lazo. Ta druga wywarła na mnie większe wrażenie.

Piaskowe wydmy Huacachina

Jak było w Ica

Reasumując, w mieście Ica warto zatrzymać się na krótką chwilę. Polecam pierwszą połowę dnia poświecić na odwiedzenie Huacachina, natomiast drugą spędzić na degustacji trunków w Bodegach. Z wizyty w centrum i miejscach z atrakcjami turystycznymi miasta, zdecydowanie można zrezygnować. Tak dla własnego bezpieczeństwa.

maj 2018

 

Chcesz zobaczyć całą moją dotychczasową przygodę z Ameryką Południową? Jeśli tak, kliknij tutaj. Gwarantuję, że warto.