Południowe wybrzeże Brazylii – szybki samochodowy trip

Południowe wybrzeże Brazylii - Florianopolis

Południowe wybrzeże Brazylii – szybki samochodowy trip

Mój czas na zwiedzanie Brazylii dobiega końca. Czeka na mnie reszta Ameryki Południowej. Mimo, iż bym chciała, nie mogę zabawić tu dłużej. Wiem, że na północ kraju na pewno nie mam czasu, może innym razem. Teraz czas na kolejne państwo Ameryki Południowej. Następny w kolejce jest Urugwaj, jednak do niego z Brasilii, stolicy kraju jest kawał drogi, więc czemu by nie zahaczyć o coś na trasie? Dodatkowo, po drodze mieszka kolega kolegi, więc jest miejsce, gdzie można się spokojnie na chwilę zahaczyć. I tak wykluł się plan na odwiedzenie paru interesujących miejsc na południowym wybrzeżu Brazylii.

Niezależna zależna, czyli jak nie lubię podróżować

Dojechałam autobusem do miejscowości Florianopolis. Tam spotkałam się z przesympatyczną parką, która była moimi gospodarzami, przez najbliższe trzy dni. Uściślając, oboje byli bardzo mili i pomocni. Bardzo fajnie spędzało się z nimi czas, a dokładniej mówiąc, miły był czas z każdym z osobna. Gdy byli  razem, non stop się ze sobą kłócili, niestety w języku angielskim (on Holender, ona Brazylijka), więc zmuszana byłam wszystkiego dokładnie wysłuchiwać. Nie czułam się z tym dobrze, no ale cóż. Nie chcąc sprawić przykrości znajomemu, dzielnie to wytrzymałam, czerpiąc z tych dni jak najwięcej.

Południowe wybrzeże Brazylii - zwiedzanie

Wszędzie jeździliśmy też samochodem, od punku do punku. Ciężko w ten sposób naprawdę coś dobrze poznać, ale za to można dotrzeć w parę fajnych miejsc. Do tego wszystko było chaotyczne i niezaplanowane. Totalnie nie mój styl. Nie wtrącałam się jednak i grzecznie podążałam za ich planem zwiedzania.

FLORIANOPOLIS

Dzień pierwszy zaczął się na dworcu w mieście Florianopolis. Mój autobus miał przyjechać o godzinie 23:30, na szczęście spóźnił się prawie 5 godzin. Było mi to na rękę, bo z moimi nowymi znajomymi, miałam się spotkać dopiero o godzinie 8. Oni jednak też się spóźnili, lecz tylko dwie godziny. Na dworcu autobusowym chciałam trochę popracować na komputerze, jednak od razu po jego wyjęciu zebrała się wokół mnie grupka bezdomnych. Czułam się dość niepewnie, więc pospiesznie go schowałam.

Południowe wybrzeże Brazylii - zwiedzanie

Centrum miasta, niczym szczególnym na kolana nie powala. Z ciekawszych miejsc można tu wymienić Mercado Publico, Catedral Metropolitana, Palacio Cruz e Souza oraz Plac XV de Novembro e Figueira. Krótki spacer głównymi ulicami zajmuje nam dosłownie chwilę, potem rzut oka na zatokę i jedziemy dalej. Czas na najładniejszy punkt we Florianopolis, oczywiście mam na myśli punkt widokowy. Morro da Cruz pozwala nam zobaczyć całe Florianopolis wraz z zatoką. Widok niesamowity, dla tego miejsca warto tu przyjechać.

Sambaqui

Opuszczamy ścisłe centrum by udać się nieco na północ. W wielkim korku dojeżdżamy do miejsca o nazwie Sambaqui. Jesteśmy tu dlatego, że moi gospodarze mają do załatwienia w okolicy pewną sprawę. Tu mieszka i pracuje dostawca spring rolls’ów do ich restauracji, więc przy okazji odbiorą od nich partyjkę. Jednak najpierw piwo w jednym z tutejszych klimatycznych barów. Piwo, jak piwo, ale widok na zatokę przecudny. Malutka plaża, prawie bezludna. Czysty biały piasek i przepiękny widok. Dosłownie rajskie miejsce, cisza i spokój, bardzo mi się ten widok spodobał.

Południowe wybrzeże Brazylii - zwiedzanie

I tyle co udało mi się zobaczyć we Florianopolis. Wile czasu spędziliśmy w korkach, ale to chyba wynik słabej organizacji. Szkoda, bo z mapy jaką wzięłam w informacji turystycznej na dworcu autobusowym wynika, że jest tu więcej fajnych rzeczy. We Florianopolis znajdziemy sporo miejsc trekkingowych, surfingowych, a także spokojnych zakątków, na miłe spędzenie czasu.

Jest to też pierwsze miejsce, które odwiedzam w Brazylii, które świetnie przygotowało się na turystów. To właśnie tu był największy dworzec autobusowy, jaki na swej drodze przez wielkie miasta spotkałam. Na dodatek była na nim informacja turystyczna z panią mówiącą po angielsku i oferującą różne mapy i foldery. Patrząc teraz na mapę, żałuje że spędziłam tu tak mało czasu, bo widzę, że jest wiele miejsc które mogłyby mnie zainteresować.

URIBICI

Drugi dzień zaczął się wcześnie rano, gdyż do przejechania było całkiem dużo kilometrów. W samochodzie spędziłam około 12 godzin z małymi przerwami na punkty widokowe. No i jedna na krótki spacer, który okazał się totalną katastrofą. Pierwszy przystanek to Serra do Rio do Rastro. Całkiem ładny punkt widokowy. Zobaczymy tonę zieleni i wijącą się na szlaku drogę. Następny przystanek to Cachoeira do Avencal i tuż obok Cascata da Neve. Jupiii, kolejny wodospad. Uwielbiam naturę i przebywanie wśród łąk, lasów, gór i strumieni, jednak nie rozumiem zachwytu nad wodospadami. Owszem fajnie zobaczyć, ale uważam, że jest tyle piękniejszych miejsc, jak małe jeziorka, piękne łąki, lub słońce odbijające się od nieruchomych tafli wody. Jednak wszyscy ciągle o tych wodospadach.

Południowe wybrzeże Brazylii - zwiedzanie

Punkt widokowy

Cel ostateczny już niedługo przed nami. Morro da Igreja to sławny w okolicy punkt widokowy. Trafić do niego niby łatwo, jednak wcześniejsze znaki jasno ostrzegają, że teren zamknięty i wjeżdżać niewolno. My wjechaliśmy, zresztą podobnie jak dwa inne auta. Na końcu szlaban i pan wojskowy strażnik. Jednak on miał nas głęboko gdzieś, nawet wtedy gdy próbowaliśmy o coś dopytać. Po zrobieniu paru fotek, nasz czas w tym miejscu dobiegł końca, gdyż wszystko spowiła gęsta, biała mgła. Nie przejęłam się tym zbytnio, bo to na co czekałam, właśnie przede mną.

Znowu posłucham o przewodniku

Pedra Furada to ładny kamyczek z dziurką, przez którą widać ładny widoczek. Na widoczek nie liczyłam, bo mgła aż po pas (że z nieba sięga aż do mojego pasa), ale w końcu będę mogła się kawałek przejść. Jack, mój nowy gospodarz z którym odbywałam tą wycieczkę, mimo iż dokładnie wiedziałam, gdzie iść to i tak zapytał o to pana strażnika. Ten typowo po brazylijsku odpowiedział mu, że tylko z przewodnikiem. Jack wiedział, że i tak tam pójdę, bo uważam, że przewodnika nie potrzeba. Dlatego zapytał towarzystwo z pozostałych dwóch samochodów, czy przypadkiem nie chcą tam iść ze mną, tak żeby mi było raźniej. Oczywiście chcieli.

Południowe wybrzeże Brazylii - zwiedzanie

Ochoczo ruszyłam pierwsza, tak żeby nie musieć wlec się z resztą. Po paru metrach stwierdziłam jednak, że może trochę nie w porządku do mojego gospodarza się zachowałam. Że każe mu tam na siebie czekać ponad pół godziny, bo mi się spacerów zachciało i zawróciłam. Wracając napotkałam jedną panią ze wspomnianej wycieczki, reszta widząc krzaki zrezygnowała. Pani ta uparła się, że chce iść dalej, no i co ja mam zrobić? Przecież nie zostawię jej tu samej. Szlak nie był trudny. Wąska ścieżka, która czasami przeradzała się w malutki korytarz z krzaków, przy wszechogarniającej mgle robiła bardzo mroczne wrażenie. Do tego świadomość, że jestem w Brazylii przywodziła mi na myśl węże wyskakujące zza krzaków. Jednak na tym koniec trudności.

Droga do punktu widokowego okrążała górę, więc nawet nie było pod górkę. Do tego gęste krzaczory skutecznie odgradzały nas od zbocza. Pani szła dzielnie za mną, jednak baletki na jej nogach nie ułatwiły wędrówki, dlatego tępo było ślimacze. Co chwilę pytałam, czy aby na pewno nie chce zawrócić, jednak upierała się, że chce iść dalej. Po pół godzinie, zmieniała zdanie. Bo mgła, i przecież, że nic nie zobaczy, no i że zimno w krzakach. Ręce mi opadły. Niby nie miałam z nią nic wspólnego, ale cholera wie co Jack jej tam naopowiadał, więc trochę czułam się za nią odpowiedzialna. Olałam wiec punkt widokowy, pewnie widziałam niejeden lepszy i wróciłam z nią do auta. Nie byłam zła. Przynajmniej się trochę przeszłam.

Laguna

Dzień trzeci upłynął leniwie. Wcześnie rano z Jackiem odwiedziłam Farol Molhes da Barra. Miejsce oblegane przez miejscowych wędkarzy. Dla mnie coś bardzo urokliwego. Przepiękny krajobraz, który zdecydowanie warto było zobaczyć. Potem szybka rundka po miasteczku. Bardzo klimatyczne, takie typowo leniwe miejsce.

Południowe wybrzeże Brazylii - zwiedzanie

W południe spacer po plaży z Carolina. Nic nadzwyczajnego, ale przyjemny relaks, zwłaszcza po wczorajszych samochodowych eskapadach. Po południu grill i najrozmaitsze mięsa do wyboru. I tak upłynął mi pobyt na południowym wybrzeżu Brazylii.

Tutaj czas płynie inaczej

Po zgiełki brazylijskich miast, trafiłam na wybrzeże, gdzie czas płynie znacznie wolniej. Mimo, iż każde miejsce, które do tej pory odwiedziłam, różni się znacznie od poprzedniego, to ten trip dla mnie różnił się od całej Brazylii. Jest tu tak trochę wakacyjnie i kurortowo. Także, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, które w Brazylii jest tematem nr jeden, tu także jest inaczej. Niestety tylko na pozór.

Południowe wybrzeże Brazylii - zwiedzanie

Gdy szłam w nocy prze Lagunę, zapewniali mnie, że jest tu totalnie bezpiecznie, nie ma czego się obawiać. Zresztą sama to czułam, że jest tu inaczej niż w dużych miastach i mogę na więcej sobie pozwolić. Jednak tej samej nocy ktoś kogoś zastrzelił, a następnego dnia, ktoś z bronią w ręku obrabował brata Carolina i jego trzech kumpli. Wszyscy byli w szoku, no ale cóż, w końcu to Brazylia. Kraj niesamowity, w którym jest naprawdę wiele do zobaczenia, więc nie ma co się bać, trzeba pakować walizki i zwiedzać.

grudzień 2017

 

Już niedługo kolejne wpisy na temat Ameryki Południowej. Tymczasem zapraszam do zapoznania się z innymi miejscami, które niedawno odwiedziłam klik.