Salar de Uyuni, turystyczna atrakcja Boliwii

Salar de Uyuni

Salar de Uyuni, turystyczna atrakcja Boliwii

Salar de Uyuni to moje pierwsze miejsce w Boliwii, jednak z Boliwią to ono za wiele wspólnego nie ma. Jest to po prostu, typowo turystyczne miejsce, gdzie każdy tylko patrzy jak tu oskubać biednego turystę. Ceny w sklepach zabójcze, a wchodząc do baru czy restauracji nie dostaniemy nic boliwijskiego. Standardem jest pizza, pasta i meksykańskie przysmaki. Dziwne to, lecz niestety prawdziwe. I tak niby to jestem już w Boliwii, a jakoś tak jeszcze tego nie poczułam. Oczywiście do czasu, aż przyszło mi zakupić wycieczkę na pustynię lub bilet na autobus. I tu pierwszy kontakt z boliwijską mentalnością. Wiedziałam, że trzeba się targować, jednak nie wiedziałam, że aż tak bardzo. Ku mojemu zdziwieniu, dowiedziałam się także, że jestem w tym całkiem niezła. Przedsmak Boliwii miałam także już na wjeździe, gdzie prawie tydzień czasu czekałam w chilijskiej miejscowości Calama, aż protesty na boliwijskich drogach dobiegną końca i w końcu otworzą granicę. O tym jak dokładnie wyglądało to moje czekanie możecie poczytać tutaj.

Salar de Uyuni

Wycieczka na Salar de Uyuni

W pierwotnym założeniu chciałam udać się tam stopem, wiedziałam, że nie będzie to łatwe, ale też wiedziałam, że jest to możliwie. Myślałam, a co tam, najwyżej się prześpię w namiocie i przespaceruję kilkadziesiąt kilometrów. Zapomniałam tylko, że mamy porę deszczową i cała solna pustynia znajduję się pod wodą. Marsz w takich warunkach odpada, nie wspominając nawet o campingu. I tak, żeby cokolwiek zobaczyć, zmuszona byłam wziąć udział w wycieczce. Do wyboru są jednodniowe eskapady lub trzydniowe, a że wycieczek nie cierpię, stwierdziłam, że jeden dzień będzie dla mnie wystarczający.

Salar de Uyuni

Wycieczka na Salar de Uyuni

I tak moja wycieczka miała się zacząć o godzinie dziesiątej, a zaczęła 15 po jedenaste, czyli poznałam kolejną charakterystyczną cechę Boliwijczyków. Na dodatek, pani w biurze turystycznym, za każdym razem pytana kiedy wyruszymy, z uśmiechem na ustach odpowiadała żebym się nie martwiła, bo za chwilę jedziemy i tak co 15 minut.

Cmentarzysko Pociągów – Cementerio de Trenes

Pierwszy postój na złomowisku z lokomotywami. Przyznam, że nawet pomimo ogromu turystów miejsce to robi spore wrażenie. Wszystkie lokomotywy można dokładnie obejrzeć, zrobić sobie zdjęcie na, pod i w środku. Ogrom pustyni w tle dodaje temu miejscu niesamowitego uroku.

Salar de Uyuni

Market – Colchani

Drugi przystanek oczywiście na zakupy. Ogromy market, na którym można zakupić wszystko co tylko nam się z Boliwią kojarzy. I tak mamy tu kolorowe czapki, rękawiczki, swetry, figurki, obrusy, pierdółki i inne wyroby ręczne. Przyznam nawet, że ceny nie odbiegały od tych z innych miast w Boliwii, co jak na takie mocno turystyczne miejsce wydaje mi się dość dziwne.

Salar de Uyuni

Ojos de Salar

Piękne oczka wodne, wspaniale odbijające promienie słoneczne. Miejsce naprawdę śliczne, tym bardziej, że był to mój pierwszy kontakt z Salar de Uyuni.

Salar de Uyuni

Monumento al Dakar

Następnie zostaliśmy wysadzeni przy pomniku Dakar. Sławne miejsce, gdzie każdy pragnie zrobić sobie fotkę. Jednak co najważniejsze, z tego miejsca trzeba samodzielnie przejść do następnego. Niby dwieście merów, ale po wielkich i głębokich kałużach. I tak, niektóre wycieczki zostały zaopatrzone w kalosze, my niestety nie, więc nie pozostało nam nic innego, jak zdjęcie butów. Woda zimna, sól ostra, generalnie nic przyjemnego. Niestety do chodzenie boso przez świat jeszcze wiele mi brakuje.

Salar de Uyuni

Banderas de muchas naciones

Sławne flagi wielu narowów. Długo szukałam polskiej, niestety nie znalazłam. Tzn. było tam coś porwanego i zaplątanego w supełki co mogło być tym czego szukałam, ale pewności nie mam. Zresztą już się przyzwyczaiłam, że Polska w świecie nic nie znaczy, a dla wielu po prostu nie istnieje. Teraz część z was się oburzy, że to wcale nie prawda, bo przecież na all inclusive np. w Turcji wszyscy Polaków dobrze znają. To fakt, jednak nie o taką sławę mi chodzi (jeśli wiesz co mam na myśli).

Salar de Uyuni

Hotel de Sal

Tuż obok miejsce na lunch. Każda grupa przy swoim stoliku dostaje to co przygotował dla nich przewodnik. Oczywiście posiłek ten jest wliczony w cenę wycieczki. U nas szału nie było. Ot zwykły ryż i gotowany kurczak, ale przynajmniej podany w odpowiedniej ilości.

Salar de Uyuni

Zdjęcia, czyli odbicie i perspektywa

Ostatnie dwa przystanki to coś na co czekali wszyscy. Na pewno widzieliście zdjęcia z odbiciem sylwetek w wodzie, co wygląda niesamowicie. Dodatkowo w takim plenerze można wykonać zdjęcia w których bawimy się perspektywą, czyli stawiamy człowieka gdzieś dalej, a blisko aparatu ustawiamy np. butelkę. Przy odpowiednim wykonaniu zdjęcia, człowiek jest wielkości butelki i wygląda to tak, jakby na niej stał. I tu rozczarowanie. Każda agencja zapewnia, że przewodnik to także świetny fotograf, który takie zdjęcia potrafi wykonać, nasz niestety z fotografią wspólnego za wiele nie miał. I tak ani odbicia, ani dobrej perspektywy w moich zdjęciach nie zobaczycie. Jakoś mi z tego powodu smutno, bo wiem, że szybko okazja na takie zdjęcia się nie powtórzy.

Salar de Uyuni

Wycieczka na Salar de Uyuni

Cała wycieczka trwała do godziny 19:30, czyli oglądanie zachodu słońca i powrót do miasta. Chwilami mi się nudziło, a chwilami nie mogłam wyjść z podziwu jak tu jest pięknie. Jest to coś, co zdecydowanie będąc w Boliwii zobaczyć trzeba. Miejsce jest niesamowite i pozostawia w nas niezapomniane wspomnienia. Jednak należy pamiętać, że jest to największa atrakcja turystyczna Boliwii i tak też należy do niej podchodzić.

Salar de Uyuni

Gdy wybierasz wycieczkę po Salar de Uyuni:

  • Zapytaj czy dostaniesz kalosze, bo bez nich jest naprawdę ciężko. Małe solne igiełki niemiłosiernie wbijają się w stopy. Wieczorem natomiast jest po prostu zimno, więc moczenie nóg w lodowatej wodzie do przyjemnych nie należy.
  • Ubierz gorsze ciuchy, gdyż sól może je skutecznie zniszczyć
  • Zabierz ze sobą wodę do picia, jednak pamiętaj, że tu wszędzie toalety są płatne.
  • Dopytaj o przekąski. Każda agencja oferuje obiad, jednak jest on rożnej jakości. Dodatkowo niektóre firmy zapewniają jeszcze przekąski, takie jak kanapki, czy owoce, więc warto wiedzieć, czy coś takiego dostaniemy, czy trzeba się samemu zaopatrzyć.

marzec 2018

 

Chcesz zobaczyć całą moją dotychczasową przygodę z Ameryką Południową? Jeśli tak, kliknij tutaj. Gwarantuję, że warto.