Ushuaia, zwana także końcem świata

Ushuaia, zwana także końcem świata

Ushuaia, zwana także końcem świata

Ushuaia, zwana także końcem świata i to nie bez powodu. Jest to najbardziej na południe wysunięte miasto i to nie tylko w Argentynie. Na całym świecie nie ma dalej położonej aglomeracji miejskiej. I pewnie też z tego powodu, tak chętnie odwiedzana jest przez turystów.

Jednak to co najważniejsze w Ushuaia to góry. Piękne górskie krajobrazy w towarzystwie błękitnej lub turkusowej wody powodują, że można się na nie gapić godzinami. Ośnieżone szczyty, dosłownie hipnotyzują i zapewniam, że zachwycą one każdego. Miałam szczęście, siedząc przy stole i patrząc przez okno, widziałam ich cudną panoramę, której długo nie zapomnę.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Szczypta historii

Do pięknych widoków należy dodać szczyptę historii. Czyli o tym, dlaczego kraina wiatrem i chłodem słynąca, została nazwana ziemią ognistą. Pytanie, czemu akurat Tierra del Fuego nurtowało mnie od samego początku, aż w końcu pierwszej nocy, przy ognisku, dane mi było poznać tą tajemniczą historię. Cóż, okoliczności wymarzone na snucie takich opowieści. Zupełnie jak za dawnych lat, kiedy ziemie tą zamieszkiwali jej rdzenni mieszkańcy. Biegali po niej nago, bez żadnego odzienia, tak jak ich stworzyła natura. Gdy to usłyszałam, to mimo iż mamy środek lata, a ja siedzę w czapce, rękawiczkach i wielu warstwach różnych technicznych tkanin, przeszedł mnie niesamowity dreszcz.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Jak to nadzy?

Jak to nadzy? Przecież tu jest strasznie zimno i do tego ten wiatr. No i zaraz się wyjaśniło, że nie tak zupełnie nadzy, bo wysmarowani tłuszczem. Tego tłuszczu też tak za bardzo pod dostatkiem nie było. Warunki do życia ciężkie, a i o zwierzynę niełatwo. Jednak jak już się ją udało upolować świętowali wszyscy. Zapalano z tej okazji oknisko po to, żeby móc poinformować bardziej oddalonych osadników, że w końcu jest coś konkretnego do zjedzenia, więc niech ruszają tyłki i szybko przychodzą. Właśnie jedno z takich ognisk zobaczyli Europejczycy przybijający do brzegu i tak powstała nazwa – ziemia ognista. Podobno na początku miała być ziemią dymna, ale brzydko brzmiało.

Informacja turystyczna

Ten temat rozczarowuje. Bo i owszem, w informacji turystycznej dostaniemy mapę miasta, a także całą ofertę najróżniejszych wycieczek wszelkiej maści łódkami. Do wyboru pełne wyżywienie lub tylko częściowe, oraz klasa łodzi. Jednak na próżno szukać tam informacji o szlakach trekkingowych, a przecież po to właśnie tu przyjechałam. Pani łaskawie pozwoliła mi zrobić zdjęcie mapy, gdzie coś tam jest zaznaczone i na tym się skończyło.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Idziemy na szlaki

I tak byłam trochę w kropce. W miejscu w którym nocowałam nie było internetu, więc zero szans, żeby cokolwiek posprawdzać. Zawiodła mnie także aplikacja maps.me, którą tak wychwalałam w Brazylii. Tu w większości szlaków nie miała, a te które miała, nie zawsze pokrywały się z rzeczywistością. Coś robić jednak trzeba, więc zaczęłam od najbardziej turystycznej strony. Jednak, żeby za dużo z turystami nie przebywać, na szlak wychodziłam wcześnie rano, gdy panowała tam totalna pustka. Dzięki temu też, mogłam w ciągu jednego dnia, zaliczyć trzy piękne miejsca. Jednak po 6 tak intensywnych dniach, moje nogi musiałam odstawić na półkę, żeby trochę odpoczęły.

Gdzie to ja nie byłam, czyli polecane Ushuaiskie spacery

Tunel Encajonado

Tuż po przyjeździe, pierwszego wieczoru od razu zostałam zabrana na biwak. Jednak na ten biwak, kawałek trzeba było dość, a z ciężkimi plecakami zajęło nam to prawie trzy godziny. Szliśmy przepiękną ścieżką. Po lewej łąka i dziwnie powykrzywiany las, a po prawej lśniąca tafla wody. Tuż za nią ośnieżone szczyty gór. Wyglądało to niesamowicie. Byłam zachwycona. Poranna droga powrotna, zachwycała mnie jeszcze bardziej. Wszytko zostało idealnie oświetlone słońcem. Spacer niewymagający, a bardzo przyjemny. Polecam z biwakiem nad rzeką lub po prostu na popołudniową przechadzkę. Jest to też świetne miejsce na rozbicie namiotu, tak po prostu, jak nie znajdziecie taniej miejscówki w mieście.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Laguna Esmeralda i Ojo del Albino

Gdy pożegnałam biwakowych znajomych, zaczęłam samotne spacery po górach. Na pierwszy strzał poszła najbardziej turystyczna miejscówka w Ushuaia – Laguna Esmeralda. Szlak niewymagający, ale też nie bardzo krótki. Tu też pierwszy raz zapoznałam się z tutejszym błotkiem. Jeszcze nie wiedziałam, że tak tu po prostu jest, trzeba zmoczyć nogi i się tym nie przejmować, więc próbowałam wszystko poomijać. Nogi i tak były mokre, a ja tylko straciłam czas. Sama laguna, jak na turystyczny hit przystało – piękna. Dla mnie jednak trochę niewystarczająca, gdyż bardzo chciałoby się iść dalej, a tu żadnego szlaku dalej nie ma. Tzn. jest, jeden, słabo oznaczony prowadzący do Ojo del Albino. Niestety o nim dowiedziałam się już po wyjeździe z Ushuaia.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Glacier Martial + punkt widokowy

Czując niedosyt dnia, ruszyłam do kolejnego punktu. Miejsce to także turystyczne, bo dość blisko miasta. Na dodatek można tu dotknąć śniegu, co większość Argentyńczyków, ma okazję zrobić pierwszy raz w życiu. Więc nic dziwnego, że lgną tu tłumy. I tak w tym tłumie podchodziłam sobie pod górkę. Niby szlak niewymagający, ale na górze tak wiało, że o matko. Sam lodowiec mnie nie zachwycił, dlatego przy zejściu postanowiłam ruszyć jeszcze na pobliski punkt widokowy. I tu widok na miasto, rzeczywiście zacny.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Cerro Cortez

Następnego dnia planowałam zacząć od Cascada de los Amigos, jednak wystraszona znakiem przed szlakiem i opowieściami złapanego stopa zmieniłam plany. Tuż obok znajdowała się ścieżka na wzgórze Cortez. W końcu jakiś szczyt – pomyślałam i od razu ruszyłam na szlak. I tak szłam sobie przez las, najpierw duży, potem mały, aż wyszłam na otwartą przestrzeń. Po kamlotach prosto do szczytu. Ścieżkę tu było ciężko wypatrzeć, ale teren łatwy, więc szybko dotarłam na miejsce. To mi się podobało.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Cascada de los Amigos

Po Cortezie, wróciłam do pierwotnych planów. Jest już taka pora, że zaczęli się zbierać pierwsi turyści, a wiadomo w grupie raźniej. Tzn. nigdy bym tego nie powiedział, gdyby nie okoliczności. Rano pan kierowca nastraszył mnie, że na szlaku są dzikie psy. Pełno ich w mieście, ale tam są niegroźne, natomiast te tutaj to miała być zupełnie inna historia. Przed wejściem na szlak napotkałam też tablice informacyjną z zaznaczonym obszarem, gdzie tych psów mogę się spodziewać. Żadnych psów oczywiście nie było, a droga okazała się łatwa i jak zwykle mokra, ale za to bardzo śliczna. Był to jedyny raz, gdy stchórzyłam i wolałam poczekać na innych turystów.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Cerro del Medio

Tego dnia ciągle było mi mało, więc wybrałam się na kolejny szczyt. Droga na niego prowadziła prosto z miasta, mogłabym nawet powiedzieć, że prosto sprzed drzwi mojego lokum. I tak najbliższe dwie godziny spędziłam dzielnie maszerując pod górę. Szłam i szłam i żadnego wypłaszczenia widać nie było. Wyszłam z lasu, a tam znowu pod górkę i tak doszłam na sam szczyt. Widok po raz kolejny przecudny. Bardzo mi się ta trasa podobała.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Laguna de los tempanos + Glacier Vinciguerra

Na dzisiejszy dzień miałam towarzysza. Niby kolejna laguna, więc miał być kolejny spacerek, a tu nie. Okazało się, że tym razem droga jest bardziej wymagająca. Nie dość, że długa, podmokła, to jeszcze cały czas pod górkę. Laguna jak zwykle śliczna, jednak parę kroków za nią mamy także Glacier. Tu nic ciekawego, ale spojrzenie na lagunę z góry, bezcenne.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Park Narodowy tierra del fuego

Długo się wzbraniałam przed pójściem do parku, bo tyle pięknych i darmowych szczytów naokoło, a tu płacić, żeby móc się zmęczyć? Jednak do pójścia przekonał mnie szczyt Cerro Guanaco, którym wszyscy się zachwycali i rzeczywiście było czym. Długa i wyczerpująca droga pod górkę. Najpierw przez las, potem przez totalne błoto, a potem na strasznej wichurze, na otwartej przestrzeni krok po kroczku, po kamyczkach pod górkę. Widoki przecudne, jednak to nie je z tego dnia najbardziej zapamiętam.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Przed parkiem broniłam się bo nie chciałam płacić za coś czego pod dostatkiem mam naokoło za darmo. Wstęp do parku, dla obcokrajowców to aż 350 peso. Dla rezydentów Ushuaia tylko 50, więc różnica całkiem spora. I tak na stopa do parku złapałam auto z czterema młodymi chłopakami, właśnie z Ushuaia. Jakoś tak panią na bramce zakręcili, że ode mnie dokumentu nie chciała i tym oto sposobem zaoszczędziłam 300 pesos, zostałam uznana za miejscową.
Po Guanaco poszłam jeszcze do granicy chilijskiej, a potem na koniec drogi nr 3. Tam na okolicznych ścieżkach widoki także przepiękne. Warto odwiedzić tą cześć parku, jest tu totalnie rajsko.

Tolhuin i Cerro Jeujepen

Następnego dnia pożegnałam Ushuaia i wybrałam się do oddalonego o około 100 km Tolhuin. Po drodze oczywiście punkty widokowe, a w samum mieście czekały na mnie jeziora. Na tych jeziorach obowiązkowy trip kajakowy. Tak wiało, że przemokłam do suchej nitki. Potem jednak znowu byłam w swoim żywiole, gdyż wybrałam się na pobliskie wzgórze. Widok na okolicę wart wdrapywania się pod górę, a piękne słońce tylko dodawało wszystkiemu uroku.

Ushuaia, zwana także końcem świata

Uwagi praktyczne:
  • Wszystkie szlaki oznaczone są bardzo dobrze w lesie, natomiast na bagnach trzeba zachować większą czujność, ale tyczki tam też znajdziemy.
  • Na większości szlaków czekają nas tereny podmokłe. Czasem mega błoto, czasem wręcz bajoro. Niestety często nie da się tego ominąć i bardziej lub mniej zamoczyć nogi musimy. No cóż, taki urok tego regionu.

Ushuaia, zwana także końcem świata

  • Na początek szlaku, jak i do parku, może nas dowieść taksówka lub turystyczny busik, który na ogół kosztuje majątek. Ja wszędzie jeździłam autostopem i nigdzie nie było z tym problemu. Auta bardzo szybko się zatrzymywały i chętnie nadrabiały drogi, żeby mnie zawieść na miejsce.
  • Uważaj, bo jeśli kochasz góry, to zakochasz się w tym miejscu, tak jak ja.

styczeń 2018

 

Już niedługo kolejne wpisy na temat Ameryki Południowej. Tymczasem zapraszam do zapoznania się z innymi miejscami, które niedawno odwiedziłam klik.