Wilno

Bazylika Archikatedralna w Wilnie

Wilno – bliski sąsiad, do którego ciągle nam było daleko

O zwiedzaniu miasta Wilno myślałam już dawno. Podobno jest tam pięknie, a do tego wspólna historia powodowało, że zawsze chciałam je zobaczyć. Jednak jak to z reguły bywa, łatwej nam lecieć na drugi koniec Europy, niż zobaczyć coś, co praktycznie mamy pod nosem. Prosta, ale niezbyt doskonała droga z Gdańska na wschód nigdy nie zachęcała, tanich lotów brak, a autobusy niestety nie kursują codziennie. Do tego szkoda mi poświęcić piękny letni weekend na zwiedzanie miasta, przecież wtedy można jechać w skały się powspinać lub inaczej spędzić czas na łonie natury. I tak Wilno na nas czekało, aż się w końcu doczekało.

Po łagodnych, bezmroźnych i bez śniegowych świętach padła decyzja, że pora zagospodarować jeden ze styczniowych weekendów właśnie na to miasto. Zarezerwowaliśmy bilety na autobus, nocleg i czekamy na wyjazd. W ostatniej chwili okazało się, że nie będzie tak łatwo jak nam się wydawało. Najpierw odwołali nam autobus wyjazdowy, więc zaczęło się nerwowe szukanie czegoś zastępczego. Cudem udało się zarezerwować dwa ostatnie bilety z Warszawy. Dojazd do stolicy też autobusem, a półtorej godziny na przesiadkę powinno wystarczyć. Nie spodziewaliśmy się jednak, że temperatura spadnie do ponad dwudziestu stopni mrozu i zasypie nas śnieg. Zdążyliśmy na styk, a było już całkiem nerwowo. Co jednak najważniejsze, dojechaliśmy cało na miejsce.

Ulica Ostrobramska w Wilnie

Od razu zaznaczę, że najważniejsze rzeczy Wilna, spokojnie można zobaczyć w jeden dzień. My mieliśmy dwa, a temperatura około 28 stopni na minusie skutecznie zniechęcała nas do zwiedzanie. Nasze oglądanie miast na ogół wygląda dużo bardziej intensywnie, nie przeoczymy niczego co choć w nikłym stopniu może nas zainteresować, tu jednak walka była o każdy zabytek. Nie mieliśmy czasu na kontemplowanie architektury, wyznaczaliśmy sobie punkty z możliwością ogrzania się i bardzo szybkim marszem się do nich przemieszczaliśmy.

Pomimo nieciekawej pogody Wilno nas zauroczyło. Spodziewaliśmy się dużego miasta, z nowoczesnym przepychem, jaki reprezentują sobą inne europejskie stolice. Tu jednak przywitała nas niska zabudowa, staromodne muzea i bardzo urokliwe i klimatyczne uliczki, a parę kroków od centrum istna prowincja i osiedla domków jednorodzinnych. Miasto generalnie bardzo łatwe do zwiedzania i emanujące ciekawą, pozytywną energią, która przynajmniej częściowo wynagrodziła nam panujący mróz.

Urząd Prezydenta Republiki Litewskiej

Zaczęliśmy około 9 rano, spacerem z dworca autobusowego do Hali Targowej Turgus. Czytaliśmy, że zobaczymy tu egzotyczne rzeczy i przysmak Litwinów, czyli świńskie łby. Łbów nie było, za to wisiało wszędzie dużo innego mięsa, a zamiast egzotyki, zwykłe ciuchu. Obiekt ten może i byłby ciekawy dla kogoś z dalekiego świata, jednak my mamy w kraju podobne, dlatego spokojnie możecie sobie to miejsce odpuścić.

Nasz poranny spacer zaplanowaliśmy głównym ciągiem komunikacyjnym starego miasta – ulicą Ostrobramską, Wielką oraz Zamkową. I tak dochodzimy na jego początek, do najważniejszego miejsca w mieście. Ostra brama widziana od zewnątrz nie robi zbytniego wrażenie, jednak warto wiedzieć, że jest to jedyna brama miejska, która w całości się zachowała. Tuż za nią przechodzimy w śliczną, wąską uliczkę i już wiemy, że Wilno nam się spodoba. Kaplica Ostrobramska jest niewielkim obiektem, jednak mimo wczesnej pory nie brakuje w nim już modlących się wiernych. Kult wileńskiej madonny rozpoczął się po najeździe moskiewskim w 1655 roku i tak trwa do dziś. Warto oderwać wzrok od ołtarza i spojrzeć przez okno, a widok na pewno nas zauroczy. Do kaplicy wchodzimy z kościoła św. Teresy, który jest przykładem wczesnego wileńskiego baroku. Kawałek dalej mamy Cerkiew św. Ducha, jej historia sięga jeszcze czasów drewnianego obiektu z 1567 roku.

Most na Wilejce prowadzący do dzielnicy Zarzecze - dzielnicy artystów.

Na szczęście dla nas, wszystkie obiekty sakralne są pootwierane, a w środku panuje przyjemne ciepełko, więc z wielkim zainteresowaniem oglądamy każdy detal, który oddali moment ponownego wyjścia na mróz. A jest tu co oglądać, mimo że wszystkie obiekty są małe i nie ociekają złotem, to wnętrza są bogate zarówno historycznie, jak i architektonicznie.

Kolejnym punkt na naszej trasie to klasztor Bazylianów, już sama brama do niego prowadząca, przygotowuje nas na ciekawy widok, to czym jednak zasłynęło to miejsce to nie Cerkiew św. Trójcy (obecnie zamknięta), ale sławna cela Konrada, czyli pomieszczenie klasztorne, w którym przebywał najsławniejszy Polak na Litwie, sam Adam Mickiewicz. Niestety z powodu zagmatwanej historii własności tego miejsca, obecnie cela niedostępna jest dla zwiedzających.

Urokliwa uliczka w Wilnie

Idąc dalej mijamy reprezentacyjny budynek Filharmonii powstały w 1902 roku, a następnie dochodzimy do placu Ratuszowego  na którego środku wznosi się okazały Ratusz. W obiekcie tym znajduje się informacja turystyczna, warto wstąpić i zaopatrzyć się w mapkę miasta, co ułatwi nam dalsze zwiedzanie. Przy placu znajduje się także kościół św. Kazimierza, który przez lata zmieniał swój wygląd a także przeznaczenie. Była tu cerkiew, sobór, magazyn zboża, a nawet muzeum ateistów, dziś ponownie pełni funkcje sakralne. Dalej kolejny obiekt sakralny, czyli gotycko – bizantyjska cerkiew św. Mikołaja, a następnie cerkiew św. Paraskiewy. Odbijamy z głównego ciągu i udajemy się do Cerkwi Przeczystej Bogurodzicy. Obecnie prawosławna świątynia, także z bogatą historią i na przestrzeni lat różnym przeznaczeniem. Bardzo ciekawy wydaje nam się jej wygląd, przypominający trochę gruzińska architekturę.

Generalnie przygotowując się do zwiedzania Wilna, przeraziła nas ilość obiektów sakralnych, które koniecznie trzeba zobaczyć. Wg opisów, każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego, co wyróżnia go nie tylko na skalę kraju, ale także na skalę światową. Myślałam, że zwiedzanie ich nie będzie należało do najciekawszych, ale okazało się, że w większości są to małe urokliwe obiekty, które naprawdę warto zobaczyć. Zaskoczyła mnie ich przytulność i daleki od znanych mi kościołów przepych i monumentowość. Zdecydowanie, spacer z przystankami w obiektach sakralnych w Wilnie mogę polecić każdemu, nawet tym nieszczególnie zainteresowanych modlitwą i architekturą.

Wzgórze Gedymina w Wilnie

Czas na chwilę zmienić dzielnicę, na nieco inny świat. W tym celu udajemy się bowiem do Wolnej Republiki Artystów Zarzecze. Prowadzą do niej malutkie, urokliwe mostki na Wilejce, a sama dzielnica uchodzić ma za mekkę litewskiej bohemy. Rzeczywiście, możemy poczuć tu artystyczny klimat, dużo kafejek, wąskie, kręte uliczki i architektoniczne detale zauroczą każdego. Punktem obowiązkowym w Zarzeczu jest centrum dzielnicy, z pomnikiem Anioła Zarzecza oraz tablica z konstytucją Republiki Zarzecza. Dla chętnych i odważnych (nie przy minusowej temperaturze) jest huśtawka zawieszona pod jednym z tutejszych mostków. Jak się na nią dostać nie wiemy, ale na pewno dla chcącego nie będzie to nic trudnego.

Dzielnicę artystów żegnamy udając się na północ do kolejnego kościoła must see, tym razem jest to kościół św. Anny, a jego wyjątkowość polega na byciu rzadkim przykładem wileńskiego gotyku płomienistego. Tuż za nim kolejny gotycki obiekt – kościół św. Franciszka i Barnarda wraz z klasztorem bernardynów, a obok nich możemy obejrzeć pomnik Adama Mickiewicza. Niedaleko niego obiekt, w którym przez pewien czas pomieszkiwał poeta. W Muzeum Mickiewicza (wstęp 1,5 €) zgromadzono pamiątki z nim związane, jak i parę oryginalnych jego przedmiotów. Obiekt mały, ale będący miłą odmiana po wszystkich sakralnych miejscach, które do tej pory odwiedziliśmy. Z ciekawostek, jest to zaledwie jedno z dziewięciu jego mieszkań w Wilnie. Wiadomo, jak to za studenckich czasów bywa, Mickiewicz także zmieniał zarówno mieszkania, jak i podobno swoje partnerki, dosyć często.

Góra Trzykrzyżna w Wilnie

Zarówno tu, jak i w wielu innych miejscach (hotelach, restauracjach itp.) wszyscy świetnie mówią po polsku. I niby nie powinno nas to dziwić, bo przecież część społeczności wileńskiej to Polacy, ale dziwi nas fakt że wszyscy Ci ludzie nie dość że mówią po polsku, to jeszcze po rosyjsku, niemiecku i angielsku, tylko pozazdrościć takich zdolności.

Dalej nasz spacer, a dokładnie mega szybki marsz, kontynuujemy urokliwym Zaułkiem Bernardyńskim, w celu powrotu na główny trakt miasta. Celowo omijamy fragment przy uniwersytecie, bo mamy misterny plan wrócić w jego okolicę na pyszny obiadek, ale o tym później.

Baszta Gedymina w Wilnie

Udajemy się do najważniejszego zabytku Wilna – Bazyliki Archikatedralnej. Kolejna budowla o burzliwych dziejach, zmianie wiary, architektury i kilku pożarach. Spoczywają tu takie m.in. osobistości jak św. Kazimierz, król Aleksander Jagiellończyk, czy serce Władysława IV Wazy. Stosunkowo surowe wnętrze, pozwala spokojnie podziwiać prace malarskie w nawach bocznych, ołtarz oraz organy. Bazylika jest znacznie skromniejsza od tych do których przywykliśmy, a tuzin kaplic i zakrystia dobrze dopełniają jej urok. To co jednak na nas wywarło największe wrażenie to zewnętrzny styl obiektu. cudowna biel, kolumny, figury i dzwonnica stojąca obok katedry, tworzą bardzo ciekawy klasycystyczny obiekt.

Gdy już nacieszymy nim oko, odwrócimy się na chwilę by spojrzeć na pomnik księcia – założyciela Gedymina. Potem idziemy dalej, by podziwiać wnętrza Zamku Dolnego. Od 2009 roku pałac pełni funkcję historycznego centrum kultury, zobaczymy tu ruiny dawnego zamku oraz poznamy dzieje Wielkich Książąt Litewskich. Obiekt zdecydowanie wart odwiedzenie, także ze względu na kawał historii przeplatającej losy z naszymi polskimi dziejami (wstęp 3 €).

Po ogrzaniu się w pałacowych wnętrzach, czas na zdobycie Wzgórza Gedymina. U jego stup mieści się Stary Arsenał, z początkami w XVI w. W środku znajduje się Muzeum Sztuki Stosowanej, które omijamy przemieszczając się w stronę Nowego Arsenału, który przylegał do murów obronnych okalających cały zespół – obecnie Litewskie Muzeum Narodowe. Stąd Zamek Górny mamy już jak na dłoni, jednak prace konserwatorskie pokrzyżowały nam plan jego zwiedzania, a szkoda, bo Baszta Gedymina na szczycie wzgórza, wygląda całkiem okazale.

Widok z Góry Trzykrzyżnej w Wilnie

Pierwszy szczyt nie zdobyty, więc udajemy się na następny, ze względów widokowych zdecydowanie ważniejszy. Rozgrzewkowy spacer pod górkę jest tym na co liczyłam w tak duży mróz, niestety zajmuje nam on tylko około 5 minut i już jesteśmy na Górze Trzykrzyżnej. Można stąd zobaczyć pełną panoramę miasta, która w obecnej, śnieżnej odsłonie wygląda bardzo okazale. Jest to zdecydowanie obowiązkowy punk do zobaczenia w Wilnie. Na szczycie góry, jak sama nazwa wskazuje, znajdują się trzy krzyże – pomnik upamiętniający ofiary stalinizmu na Litwie.

Stąd już niedaleko do kolejnej atrakcji Wilna – kościoła św. Piotra i Pawła. Po do tej pory obejrzanych świątyniach spodziewamy się kolejnego skromnego obiektu, jednak nic bardziej mylnego. Jedno z najwybitniejszych przykładów barokowej sztuki dawnej Rzeczypospolitej onieśmiela wnętrzem przepełnionym dwoma tysiącami stiukowych rzeźb i ogromnymi organami. Warto było to zobaczyć.

kościoła św. Piotra i Pawła w Wilnie

Mocno już przemarznięci postanawiamy zawrócić do centrum starego miasta. Okrążamy Górę Trzykrzyżną, ponownie mijamy Plac Katedralny i udajemy się do kościoła św. Krzyża oraz klasztoru Bonifratrów. Następnie mijamy okazały Pałac Prezydencki w którym to m.in. mieszkały takie osobistości jak cesarz Napoleon, czy Stanisław August Poniatowski i udajemy się na teren Uniwersytetu Wileńskiego (wstęp 1,5 €). Najważniejszym obiektem jest tu kościół św. Janów, nam jednak bardzie spodobały się freski w holu przed centrum Lituanistycznym oraz freski w księgarni ‘Littera’. Warto też, przejść się przez wszystkie dziedzińce, zobaczyć ich różnorodność i poczuć klimat tego miejsca.

Mimo, iż na zegarach dopiero godzina 14, to pogoda nie rozpieszcza i my na dziś zwiedzanie kończymy. Czas na inne kulturalne doznania, czyli pyszne litewskie jedzonko. Wbrew naszej tradycji, na obiad wybraliśmy knajpkę na głównym starym trakcie miasta i to na dodatek taką polecana przez cały internet, a nawet przez komercyjny przewodnik. Na ogół omijamy takie miejsca, bo są drogie i mocno nastawione na turystów, jednak to miejsce jest zdecydowanie warte uwagi.

Restauracja Forto Dvaras to kwintesencja litewskiej kuchni. Wystrój przyjazny, ceny przystępne i kolejka czekająca na stolik, co w tych zimowych warunkach, gdzie turystów nie za wiele, naprawdę o czymś świadczy. Postanowiliśmy wypróbować tradycyjny litewski przysmak zeppeliny, oczywiście z mięsem. Dwa duże okazy z sosem i zasmażką smakowały bardzo dobrze. W innych warunkach tłuszcz po nich ociekający pewnie by mi bardzo przeszkadzał, ale przy takim mrozie było to nawet wskazane. Posiłek za niecałe 5 Euro okazał się bardzo sycący, smaczny i przede wszystkim był on kwintesencją tradycji kulinarnych tego kraju.

Tradycyjny litewski przysmak - zeppeliny

Po intensywnym dniu czas udać się na miejsce noclegowe. Mimo, że mamy środek zimy, niesamowity mróz i raczej mało turystów, to dwa tygodnie temu, gdy rezerwowaliśmy nasz nocleg, większość hoteli jak i hosteli w centrum miasta była już pozajmowana. Udało nam się jednak znaleźć mały pensjonat zachwalany za fajny klimat i przepyszne śniadanie, które rzeczywiście okazało się całkiem smaczne. Największym plusem tego miejsca była jednak lokalizacja, więc po ogrzaniu się i lekkim ogarnięciu, poczuliśmy ochotę wyjść na miasto i zwiedzić jakiś lokalny pub. Trafiliśmy wyśmienicie. Bar o nazwie Busi trecias okazał się strzałem w dziesiątkę. Świetny, lekko mroczny klimat, dobre piwo i perfekcyjna przekąska, oczywiście także typowo miejscowa. Smażony chleb bardzo nam posmakował. Charakterystyczny posmak kminku, czosnek i ser komponowały się rewelacyjnie i mimo olbrzymiej kaloryczności tej potrawy pochłonęliśmy ją w oka mgnieniu, aż mi ślinka cieknie jak o tym piszę.

Drugi dzień zaczęliśmy leniwie, patrząc na mróz za oknem wcale nam się nie spieszyło, tym bardziej, że tak naprawdę, to niewiele mieliśmy już do zobaczenia. Ze starego centrum udaliśmy się na ulicę Gedymina. Podobno jest to jedna z droższych ulic świata, jednak nam marki ekskluzywnych produktów wcale nie rzuciły się w oczy, za to urok tej ulicy bardzo nam się spodobał, zastanawiamy się teraz jak ładnie musi ona wyglądać jesienią, gdy na drzewach wokół alei pełno jest kolorowych liści. Jak na razie musi nam jednak wystarczyć zimowy krajobraz, który też jest niczego sobie.

ulica Gedymina w Wilnie

Idąc tą aleją, najpierw mijamy Plac Łukiski, niestety obecnie w remoncie, szczelnie osłonięty płotem, potem lekko odbijamy do kościoła św. Jakuba i Filipa. Wracamy na ulicę Gedymina i mijając budynek Sejmu, idziemy aż za most na Wilii do dzielnicy Zwierzyniec. Tam odwiedzamy okazałą Cerkiew Znamieńską oraz kenesę malutką świątynię karaimską z 1922 roku. Tu zawracamy ponownie na sławną aleję i udajemy się do mijanego wcześniej Muzeum Ofiar Ludobójstwa (wstęp 4 €). Jest to chyba największe i najbardziej znaczące muzeum Wilna. Mimo jego popularności – jedyne miejsce w Wilnie, gdzie spotkaliśmy turystów – muzeum jest raczej starodawne, bez interaktywnych gadżetów, co mnie osobiście nie przeszkadza, a nawet zachęca do jego zwiedzania. Na dwóch piętrach budynku poznajemy losy narodu, ciemiężonego przez lata historii XX wieku. Schodząc do piwnicy przenosimy się do oryginalnych cel więzienia KGB. Jest tam zimno i nieprzyjemnie, a ekspozycja działa na wyobraźnie. Koniecznie odwiedźcie to miejsce.

Przed nami ostatni już spacer przez centrum starego miasta. Jeszcze raz delektujemy się widokiem wileńskiej architektury. Mamy jeszcze sporo czasu do autobusu, więc postanawiamy odwiedzić jeszcze jedno z tutejszych muzeów zlokalizowane w Barbakanie (wstęp 4 €). Obiekt całkowicie zrekonstruowany, pokazuje nam jak wyglądała niegdyś obrona tego miasta. Na rycinach prezentowane są losy bitew, a przed nimi umieszczono elementy dawnego uzbrojenia. Obiekt warty odwiedzenia, także ze względu na widok z murów obronnych.

Cerkiew Znamieńska w Wilnie

Na koniec został nam jeszcze jeden z bardziej oddalonych punktów na mapie. Idziemy około 10 minut, tuż za centrum wchodząc w dzielnice domków jednorodzinnych, zupełnie jakbyśmy byli już na przedmieściach Wilna. Nie mogę się na dziwić jak małe jest to miasto i jak wszędzie jest tu blisko. Dochodzimy do znanego miejsca, którego znaczenie jest bardzo duże, przede wszystkim dla Polaków. Wyjątkowa nekropolia, jaką jest cmentarz na Rossie, została założona w 1769 roku. Spoczywa tu wielu wybitnych Polaków, a także serce Piłsudzkiego, którego ciało pochowano na Wawelu. Sam cmentarz wygląda niesamowicie, olbrzymie krypty, rzeźby i ogólne usytuowanie na stromych zboczach jest bardzo urokliwe i zdecydowanie warte zobaczenia.

Zobaczyliśmy już wszystko co mieliśmy w planach, wciąż jednak pozostaje nam jeszcze sporo czasu, dlatego wracamy do bardziej zaludnionego obszaru Wilna w celu znalezienia miłego baru na spędzenie reszty popołudnia. Przez przypadek trafiliśmy do miejsca, które bardzo nam się spodobało.

Bar o nazwie Cafe Budulia, mimo iż jest blisko starego centrum, nie dąży do turystycznego standardu, lecz zatrzymał się w dawnych radzieckich czasach. Z wyjątkiem nowego telewizora na ścianie, wszystko jest stare i swoje najlepsze lata ma już dawno za sobą. Menu także nie za bogate, z brakującymi pozycjami, ale jest z czego wybierać. Mój ciągle głodny małżonek skusił się na kotlet po litewsku, który okazał się wyborny, a na dokładkę zamówiliśmy znany nam już smażony chleb. Chleb był niesamowity, przyrządzony w zupełnie inny sposób niż poprzedni, ale także smakował rewelacyjnie. Ceny niższe niż we wcześniejszych miejscach gastronomicznych, które odwiedziliśmy, więc zdecydowanie polecamy wam ten, przypadkiem odkryty bar, na poznanie litewskich smaków i zaznanie dawnego klimatu. Gwarantuję, że nie pożałujecie.

widok z tarasów muzeum w Barbakanie w Wilnie

Weekend w Wilnie nie był intensywny, lecz mimo wielkiego mrozu, możemy uznać go za bardzo przyjemny. Powiązanie kulturowe z naszym krajem i wspólna historia powodują, że trochę inaczej na to wszystko patrzymy i uświadamiamy sobie pewne rzeczy. Myślę, że Wilno jest punktem obowiązkowym dla każdego Polaka. Jest to piękne miasto, bardzo miłe i łatwe do zwiedzania, a ciekawa oferta gastronomiczna tylko zachęca  do jego odwiedzenia.

styczeń 2017

  • W zeszłym roku miałam pojechać do Wilna, miałam zabookowany hotel i kupione bilety. Zapłaciłam za nie niecałe 10 zł, na promocji! Byłam mega szczęśliwa, że pojadę tam prawie za darmo. Niestety w tym czasie zdarzyło się coś przykrego w naszej rodzinie i musiałam odwołać wyjazd. Dzięki Tobie mam wrażenie jakbym tam jednak pojechała 🙂 Fajny wpis, ciekawe zdjęcia. Zapiszę sobie w zakładkach to jak w końcu uda się tam pojechać to wstąpię do Cafe Budulia 😀

    • Dzięki, cieszę się, że wpis Ci się spodobał i mam nadzieję, że w Twojej rodzinie wszystko się jakoś ułożyło. Wilno, jak i Cafe Budulia bardzo polecam 🙂

  • Nie zazdroszczę nerwówki z dojazdem. Dobrze, że szczęśliwie dojechaliście. Na zdjęciach widać klimat miasta. Chciałabym je zwiedzić, ale wyjazd jest ciągle odkładany na rzecz czegoś innego. W końcu jednak pojedziemy, nie ma co. 🙂

    • oj tak, było nerwowo, ale wszystko się udało 🙂 U mnie też wyjazd był dłuuugo odkładany, ale w końcu doszedł do skutku. Miasto śliczne, polecam.

  • Bardzo piękne miasto. Muszę tam kiedyś pojechać. Jakiś niesamowicie piękny moment mieliście na zwiedzanie – takie niebieskie niebo, że wow. 🙂

    • Moment był bardzo zimowy i mroźny, może stąd takie niebo 😉

  • sznouty.blogspot.com

    Cudowne miasto 🌿

  • Joanna Kaczmarek

    Nie spodziewałam się, że to takie piękne miejsce 🙂

  • Jest na mojej mapie pobliskich stolic do zdobycia 🙂 pięknie wszystko opisałaś, jeszcze bardziej chcę zwiedzić to miasto 🙂

  • Sarkazm przy kawie

    O, bardzo chciałabym pojechać, kiedyś na pewno. Świetny, pomocny wpis, jak się w końcu uda wybrać – skorzystam!

    • Dzięki 🙂 Kiedyś na pewno uda Ci się tam wybrać 🙂 jak już będziesz jechać, to w razie pytań pisz śmiało

  • Ola Rudzka

    Cudowne miejsce! Miałam okazję zwiedzić Wilno kilka lat temu i była to jedna z bardziej wyjątkowych wycieczek w moim życiu. Czytając Twój wpis powróciłam pamięcią do tamtej podróży i z chęcią wybrałabym się tam ponownie;)

  • Marysia

    Pięknie wyglądają te ośnieżone dachy 🙂 Świetna wycieczka

  • Wilno jest na mojej liście miejsc do zobaczenia, mam nadzieję, że jeszcze w tym roku 😉 Widok ze Wzgórza Gedymina rewelacyjny !

    • Na zdjęciu jest widok z Góry Trzykrzyżnej 😉 Baszta Gedymina niestety była zamknięta. Trzymam kciuki żeby Ci się udało odwiedzić to piękne miasto jeszcze w tym roku 🙂

  • natasza c

    Od dłuższego czasu myślę żeby zwiedzić Wilno, dle mnie to długa wypawa bo aż z kotliny kłodzkiej ale po Twoim opisie stwiedzam że będzie warto:)

  • Joanna Miłkowska-Rębowska

    Piękne, klimatyczne miasto. A bliny uwielbiam. Litwa cała jest bardzo interesująca, Wilno to wizytówka Litwy, inne miasta pozwalają lepiej poznać codzienność Litwinów (choćby Kowno). A poza Litwą – polecam gorąco Rygę i Tallin. Cudowne miasta, zielone, pozwalające oddychać, bez tłumów.