Wodospady Iguazu, czyli jeden dzień w Puerto Iguazu

Wodospady Iguazu, czyli jeden dzień w Puerto Iguazu

Wodospady Iguazu, czyli jeden dzień w Puerto Iguazu

Wodospady Iguazu, czyli w dosłownym tłumaczeniu Wielka Woda, leżąca na granicy argentyńsko-brazylijskiej (80% obszaru wodospadu jest na terytorium Argentyny, natomiast pozostałe 20% na obszarze Brazylii). Wodospad ma szerokość około 2 km i składa się z 275 odrębnych progów skalnych. Wiecie, że szum jego wody słyszany jest w promieniu 20 km?

Zarówno w Argentynie, jak i w Brazylii, żeby zobaczyć słynny wodospad Iguazu, trzeba udać się do Parku Narodowego. W Argentynie znajduje się on w pobliżu miasteczka Puerto Iguazú, natomiast w Brazylii w pobliżu miasta Foz do Iguaçu. Wiele osób odwiedzających wodospad, za punkt honoru stawia sobie zobaczenie go z obu stron. Wszyscy potem twierdzą, że strona brazylijska jest totalnie beznadziejna i szkoda na nią pieniędzy. Postanowiłam im uwierzyć i nie psuć sobie wrażeń, dlatego i dowiedziałam tylko stronę Argentyńską i to co tam zobaczyłam totalnie mnie zauroczyło.

Wodospady Iguazu, czyli jeden dzień w Puerto Iguazu

Moja przygoda z Iguazu

Po nocy spędzonej w autobusie z Buenos Aires, z lekkim opóźnieniem dotarłam do Puerto Iguazu. Niestety, pomimo zabójczej ceny biletu, autobus wi-fi nie posiadał. Sygnału nie było także na dworcu, więc grzecznie poszłam w stronę hostelu. A tam także internetu brak, bo niby awaria w mieście. No i jak na turystyczną mieścinę przystało w hostelu sami europejczycy, radujący się słońcem i basenem. Zapłaciłam za nocleg gotówką i niezwłocznie udałam się na wycieczkę do słynnych wodospadów Iguazu.

Brzydcy ludzie w Puerto Iguazu

Z hostelu korzystałam nie z własnego wyboru, ale ponieważ pierwszy raz na portalu Couchsurfing zostałam wystawiona. I to nie przez jednego, a przez dwóch hostów. Wyobrażacie to sobie? Na dodatek, pełna negatywnych do nich emocji, nie mogę wystawić im negatywnej opinii, bo znowu nie mam internetu.

Wodospady Iguazu, czyli jeden dzień w Puerto Iguazu

Nie to żebym nie była przygotowana na taką sytuację. Dokładnie przejrzałam dostępne opcje noclegowe w Puerto Iguazu. Zrobiłam print scrina tych, które były ładne i w zasięgu mojego portfela. Mimo, iż miasto i jego główna atrakcja nie należą do najtańszych, to noclegi nie są tu na szczęście drogie.

Samo miasteczko też ma coś w sobie. Po pierwsze możemy udać się na miły spacer w miejsce, gdzie spotyka się Rio Parana i Rio Iguazu, czyli na granicę trzech państw: Argentyny, Brazylii i Paragwaju. Widok na przeciwległy brzeg bardzo ładny, zwłaszcza o wschodzie słońca. Po drugie bogata oferta barowo restauracyjna, przy odpowiedniej zasobności portfela, pozwoli nam miło spędzić wieczór.

Dojazd do wodospadów Iguazu

Pierwotnie z miasteczka Puerto Iguazu do słynnych wodospadów zamierzałam łapać stopa. Jednak ze względu na późną porę (była już 14) zrezygnowałam z tego pomysłu. Dobrze zrobiłam, bo ulica była pusta. Z bólem serca zapłaciłam 150 pesos za autobus w dwie strony. Jedyny jaki tu dojeżdża firmy Rio Uruguay. Sprawnie dojechałam z miasteczka do wodospadów. Na miejscu też byłam przygotowana na spory wydatek, bo aż 500 pesos, a co najgorsze, przyjmują tylko gotówkę. Tego nie mogę pojąć. Największa atrakcja Ameryki Południowej, do tego argentyńska, cywilizowana strona i sami Europejczycy wokoło. A oni tylko gotówkę. Zapłaciłam za wstęp i zaczęłam walkę z czasem. Wszyscy mówili, że jest późno, i że marna szansa, żeby wszystko zobaczyć, ja jednak stwierdziłam, że mi się to uda. I tak zwiedzanie parku wg wszelkich wskazówek, podzieliłam na trzy części.

Wodospady Iguazu, czyli jeden dzień w Puerto Iguazu

Hura, jestem już w Parku Narodowym Iguazu

Przy bramie dostałam mapę i już wiedziałam co robić. Od razu udałam się na kolejkę. Nią przejechałam dwie stacje i dojechałam do Estacion Garganta. Stamtąd spacer do punktu widokowego. Niby zaplanowany jest na dużo minut, ale ja pokonałam go w tempie ekspresowym. A na miejscu mnie zamurowało, tu już nie było mowy o pospiechu.

Garganta del Diablo, czyli Diabelska Gardziel – największa kaskada wodospadu Iguazu. Woda w tym miejscu spada aż z 82 m (wysokość większa niż wodospad Niagara). I to robi wrażenie. Powiem szczerze, że takiego widoku się nie spodziewałam. Ściana wody, a koło niej niesamowita tęcza. Nawet mój aparat oszalał i nie wiedział na co łapać ostrość. Po tych wszystkich brazylijskich strumykach spodziewałam, się że ten oczywiście będzie większy jednak przerosło to moje najśmielsze oczekiwania. No i ta tęcza. Nigdy jej nie zapomnę. Właśnie dla takich widoków warto żyć i podróżować. Po powrocie ze szlaku, poczekałam z powrotem na ciuchcie. Dojechałam nią na stację pośrednią Estacion Cataratas i ruszyłam na kolejny szlak.

Wodospady Iguazu, czyli jeden dzień w Puerto Iguazu

Dolny spacer w Parku Iguazu

Na mapie, którą dostajemy w parku wszystko wygląda na bardziej odlegle niż jest w rzeczywistości. Dolny, żółty szlak prowadzi pod wodospad. Widok spod niego niesamowity. I tu niespodzianka, znowu tęcza. Widok był tak nieziemski, że co chwile zatrzymywałam się żeby zrobić zdjęcie.
Z tego szlaku możemy dostać się także na wyspę San Martin. Dziś niestety nieczynna z powodu podniesionego stanu wód. Niestety ostatnio zdarza się to coraz częściej.

Wodospady Iguazu, czyli jeden dzień w Puerto Iguazu

Górny spacer w Parku Iguazu

Na tym odcinku, czyli na moim ostatnim szlaku tym razem niebieskim, zaczęłam się zastanawiać co oni zrobią, gdy będą park zamykać. No bo przecież mnie tu nie zostawią. Na szlakach za dużo obsługi nie było, więc jak oni zgarniają turystów pozostanie dla mnie na zawsze tajemnicą. Szybko przestałam rozważać tą kwestię i zaczęłam dalej cieszyć się widokami. Kolejne spojrzenie na wodospady, znowu z innej perspektywy. I o dziwo znowu mi się podobała, a przecież myślałam, że już kolejnego wodospadu nie przełknę.

Wodospady Iguazu, czyli jeden dzień w Puerto Iguazu

Uwagi praktyczne

1. Szlaki w Parku Iguazu, to nie żadne szlaki, tylko spacerowe ścieżki po stalowych pomostach. Więc tak, szpilki odradzam, a poza tym każde inne buty będą odpowiednie.
2. Czas spędzony w parku, zależy od twoich potrzeb. Bo przejść to wszystko można bardzo szybko. Jednak czas mocno wydłuża nam się na punktach widokowych, gdzie każdy chce zrobić sobie dobrą fotkę oraz na punktach gastronomicznych, gdzie albo skusimy się na barową przekąskę, albo skorzystamy z własnego prowiantu na trawce.
3. Pierwszy plus popołudniowego zwiedzania to mało ludzi na szlakach. W wielu miejscach byłam całkiem sama. Wspomnę także o momencie, kiedy przekroczyłam bramy parku i zastanawiał się, czy ktoś go w ogóle odwiedza, bo wszędzie było pusto. Rano w Parku nie byłam, ale z opinii mich hostelowych towarzyszy i ich zdjęć, wnioskuję że ciężko wepchnąć tu szpilkę.
4. Drugi plus popołudniowego zwiedzania to przepiękne tęcze, których podobno rano nie ma. Dla mnie był to widok niesamowity.
5. Jednak jest tez plus porannego zwiedzania, a jest nim lepsze słońce do robienia zdjęć.

Wodospady Iguazu, czyli jeden dzień w Puerto Iguazu

Wodospady Iguazu to obowiązkowa atrakcja Argentyny

Generalnie to musicie to zobaczyć. Nie przepadam za atrakcjami turystycznymi, które są totalnie wow i lgną do nich tłumy. Często takie miejsca rozczarowują, także ze względu na nasze zbyt wysokie oczekiwania. Jednak tutaj zrobię wyjątek, bo te wodospady trzeba zobaczyć. Dodam także, że trzeba je zobaczyć w towarzystwie tęczy, bo tylko wtedy nabierają swojego magicznego wyglądu. Powodzenia.

Ciekawostka

Na koniec ciekawostka i ostrzeżenie, że nie zawsze jest tak kolorowo. Podobno w okresie suszy w 1978 roku, aż przez 28 dni przez krawędź urwiska nie przepłynęła ani kropla wody. Więc czasami może warto sprawdzić stan wodospadów przed ich odwiedzeniem.

grudzień 2017

 

Już niedługo kolejne wpisy na temat Ameryki Południowej. Tymczasem zapraszam do zapoznania się z innymi miejscami, które niedawno odwiedziłam klik.